KRONIKA

KRONIKA 14.12.2013

2013.12. – Sella Nevea

<<< Powrót do kroniki

13/14.12.2013 r.

Godz. 19:30 – parking „Wisły”, autobus tradycyjnie z „Delty” – ruszamy na kolejny wyjazd treningowy do Selli. Humory dopisują. Ci na których zawsze można liczyć nie zawiedli – zapomniano tylko dwóch dokumentów wyjazdowych – ale spóźnienia, zapomnienia to już norma. Ponieważ żem człowiek humanitarny nie wymieniam z imienia i nazwiska – nie ma po co – wszyscy wiom. Może następną razom będzie lepiej. Zaczynamy od wspominek – przypomnienie sezonu – od karpia do karpia (piosenki dziennikarzy trójki) – wszystkie dramaty i wesołości uwiecznione w kronikarskich migawkach filmowych z archiwum Yeti. Później trudny wybór filmów do oglądania w podróży (bardzo wnikliwa cenzura jadącej z nami Siostry od WF – żeby nie było żadnego genderyzmu, przemocy, nie daj Bóg erotyzmów itp.). Padło na Gladiatora, ale bez lektora – więc sex i ucinanie głów wszystkich sprawnie ukołysało do snu w kolejności: piszący te słowa, dorośli, dzieci i Wojtek – właściciel filmu. Zwiastun filmu, powtarzającą się melodyjką ustawień podtrzymywał senność do samego rana. A rano to już Tarvisio, skręt na Słowenię – 22 km i jesteśmy na miejscu. Hotel Canin, śniadanie (nic się nie zmieniło ostatni muszą walczyć o strawę), rozśrodkowanie po pokojach, zmiana ubrań na narciarskie i nie ma zmiłuj się jedziemy do góry na pierwsze narty. P1120346Może jedzenie takie se, ale stok przygotowany wzorcowo i to tylko dla nas. Jest bardzo dobrze bo czuć górę w nogach. Do 16:00 – na nartach – z wyłączeniem czasu na krótkie przerwy na rozmowy barowe o pozostawionych gdzieś w kraju Żonach. Boże! Jak wszyscy tęsknią. Najczęściej przejawia się przy sporach o wyższości cech poszczególnych małżonek. Jakże łatwiej żonom bez mężów – tutaj występuje pełne wsparcie tych co bez żon – chęć niesienia pomocy, usłużność, ciepło i dobroć promieniująca. 17:00 obiadokolacja, wykład nt. treningu, który jest przewidywany w dniu jutrzejszym, jeszcze łyczek tęsknoty za tymi pozostawionymi w Kraju no i do snu. Dobranoc Ojczyzno.

P1120349Dobrze, że jeszcze przed północą, ale w tym podróżnym rozgardiaszu mało brakowałoby a uciekłaby nam ważna chwila. Kasia zwana z dzieciństwa Kaczorkiem tak nam niespostrzeżenie rosła, że urosła do 24 roku starości. To ci dopiero – jak te dzieci szybko nam dorastają. To takie pokolenie, które można śmiało nazwać – od urodzenia w Klubie… Kasia – dziecko, wykombinowane na wyjeździe narciarskim te prawie ćwierć wieku temu jakby na to nie patrzeć to w ubiegłym stuleciu…

WSZYSCY UCZESTNICY WYJAZDU KRZYCZĄ Z GÓR W DOLINY WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!!

Jubileusze jubileuszami, ale jutro wczesne wstawanie i slalom… Jeszcze raz dobrych snów!

DSC_003715.12.2013 r.

Zgodnie z harmonogramem o godz. 7:30 pobudka i rozruch. Nie przewidzieliśmy, że grudniem w rejon naszego hotelu o tej porze nie docierają promienie słoneczne i ćwiczenie rozpoczynaliśmy po ćmaku. Przebieżka w rejon „Kuźnic” i na świeżutkim sztruksie wygibasy pod dyktando Agnieszki. Dalej pyszne śniadanie ze świeżym pieczywem rozmrażanym w piekarnikach, serkiem żółtym a właściwie przeźroczystym (prawdopodobnie plastry krojone laserem upuszczone opadają jak jesienne liście), salami bardzo podobne w grubości do sera i jeszcze sucharki, oliwki itp. Od 9:00 zaczynamy trenować slalomy – kto nie umi jeździ na gumi, komu się wydawa ma slalom krótki na stoku z prawa, a kto nie ma wyobraźni ten ćwiczy na stromym. Tak przez cały dzionek. Bilans – jeden  zgubiony DSC_0045karnet, szczęśliwie odnaleziony w śniegu po około godzinie, dwie tyczki zmasakrowane. Zibi szczęśliwy bo ma kursanta. Goni człowieka wg. wytycznych góra dół. Wieczorem ponownie w schronisku w miłej atmosferze rozmowy o rozłące z żonami – no cóż taka robota… Jedna z żon napisała „Pozdrawiamy z zamglonego Krakowa. U nas tez intensywne treningi na nogi , ręce i inne niezbędne partie ciała. Przyrządy do ćwiczeń to proste urządzenia domowe. Czas jest naszym trenerem. Zobaczymy, kto będzie miła lepsza kondycję, nie wspominam o zdrowiu, bo to nasze powietrze jakieś takie nasycone różnościami. Miłego odpoczynku w intensywnym ruchu. Całuski. Renata i reszta.
P.S. Szanti nadal zachowuje się odpowiedzialnie i też Was pozdrawia. Nadal sprawdza, czy dobrze wszystko uprane i czasami każe robić korektę.

A Wojtek to ma takie postanowienie – Przestaję palić. Okazało się, że smoła z płuc zaczyna powoli ściekać mu do kolan i coraz ciężej w rzadkim powietrzu. Ponoć jutro oddaje ostatnią paczkę z nikotyną – nowe życie pełne higienicznego trybu…

altAgEueDimPCdYnFclFDF1Q3xjiVbfN2EGkjYkGt74mpTb_jpg16.12.2013 r.

W nocy dołączył do nas Tomek. Troszkę się spóźnił na zgrupowanie ponieważ obrał dziwny skrót na Sellę – przez USA. To kolejny dowód na to, że nie warto korzystać z GPS-u. Całe szczęście, że obchodziliśmy urodziny Kamila – i to nie te naturalnego poczęcia tylko nawrócenia się na łono. Złożył samokrytykę, zrozumiał swój błąd, coś tam tłumaczył o życiowych wyborach – a że historia sztuki, a że malował autoportret metodą kleksa, a że Nowosielski artystą wielkim był (prekursor projektów IKEI) – ale ogólnie cieszy się z tych narciarskich i klubowych urodzin. Tak więc troszkę nam zeszło i spodobało się. Dzisiaj będą urodziny Jarka. Ta rodzinna atmosfera łatwiej pozwala nam znieść permanentną tęsknicę za żonami. Co też bidulki czynią gdy my tak ciężko tyramy. Nawet na noc zadany trudny trening mentalnościowy – będziemy ćwiczyć giganta. Troszkę doskwiera samotność na stoku – nikt oprócz naszej grupy nie chce tutaj jeździć na nartach.

Po śniadaniu narty do długiego skrętu. Pierwsze zjazdy z przełęczy – granicy ze Słowenią. To jedyne miejsce do którego o tej porze roku dociera słońce. Trochę ćwiczeń i powrót na stok treningowy. Przerwa i powrót do narciarstwa ambitnego między bramkami gigantowymi. Tak do 16:00. Później trochę nostalgii barowej (wciąż powracające westchnienie za żonami) i chyby kolejny – intensywny dzionek za nami.

Hania w międzyczasie skończyła 17 latek – to takie prawdziwe urodziny. Wszystkiego dobrego na włoskiej ścieżce przygód…

17.12.2013 r.

DSC_0171Wspominki z dnia dzisiejszego spisywane dość późną porą bo okazało się, że ta data teraz będzie ważną dla mnie – kolejne urodziny – spotkanie trzeba było przygotować. Goście nie zawiedli. Jak miło, kiedy na obczyźnie pamiętają o człowieku – kolejny wieczór poświęcony pozostawionym w Krakowie żonom. Jedna zanim doszliśmy do miłego wieczoru trzeba było opędzlować kolejny treningowy dzień. Mała gromadka wykręciła się od wysiłku sportowego i pod płaszczykiem chęci poznawczych – że niby Klasztor na Monte Lusari – wybrała się na zwiedzania sklepów w Tarvisio (może ich krzywdzę, mogło przecież chodzić o pamiątki dla żon). Prawdziwi narciarze zostali na stoku oddając się bardzo intensywnemu ćwiczeniu skrętów gigantowych. Znowu samotność na stoku – tylko bramki i my. Powoli dociera do wszystkich, że to już ostatni pełny dzień. Jutro trochę nart, obiadek, podebranie naszych klubowych włoszek i obieramy kurs na Kraków. Na niebie pięknie żegna nas księżyc – ponoć od piątku załamanie a może tylko zmiana pogody. Zamieniamy wyż na niż, ale to już nas nie będzie dotyczyć. Wracamy do Selli dopiero porą feryjną.

DSC_020618/19.12.2013 r.

Pora kończyć. Ostatni dzień na nartach. Jeszcze raz trening giganta na suuuper przygotowanej trasie. Tak do przerwy. Po krótkim odpoczynku pożegnania: z widokami, w schronisku i w hotelu, z Czułym Tomkiem, Błekitkiem – którzy to pozostają jeszcze trochę ponartować. Obiad i pakowanie. O 18:00 ruszamy do Tarvisio po „Włoszki”. Hania z Marysią świeżo powrócone z Kranjskiej Gory po zawodach wracają z nami do Polski na Święta (w tym miejscu należy nadmienić, że Hania zjechał na 94 pkt FIS – czyli jest progres, Maryśta nie dojechała…). Dziewczyny się pakowały, a wycieczka wykorzystała czas na zakupy prezentów dla tęskniących żon. Żelki, babeczki, chipsy a i nie rzadko oliwa, że o winach nie wspomnę – to wszystko z potrzeby serca – ale będzie radości… Już w autobusie rozdzwoniły się telefony – rejwach jak na dawnej poczcie. Zibi przekrzykuje innych – Renata to ja dzwonię do Ciebie czy ty do mnie… – Wojtek zmartwiony bo w domu choroba i to taka co męczy jelita. Prezent chybiony, ale od czego są koledzy – zjedliśmy – lepiej tak niż gdyby miał się zepsuć, najwyżej odkupi się w jakimś sklepie już w Krakowie.

Już jest czwarta nad ranem. Stoimy gdzieś przed Ostrawą żeby dać odpocząć kierowcy. Jeszcze trzy godziny i będziemy w domu. Następny wyjazd Klubu Seniora w marcu…

Tak nam było


tak się trenowało