KRONIKA

KRONIKA 16.07.2015

Trzmielewo 2015

<<< Powrót do kroniki

20150716_09142915/16.07.2015 r.

Nadszedł ten dzień. „Diabły tasmańskie” zostały zaokrętowane w wagonach PKP i ruszyły w kierunku Szczecinka. Teraz tylko pytania: Co nas czeka? Co czeka przyrodę lasów Trzmielewskich? Jak długo wytrzymają komary i kto komu da radę przez te dwa tygodnie. W tak zwanym międzyczasie – grupa kwatermistrzowska przygotowała w stanie surowym miejsce zakwaterowania. Namioty postawione, zaplecze kuchenne uruchomione, ratownik w pełnej gotowości bojowej i tylko ptaszyny leśne wciąż w nieświadomości tego, że cicho w lesie już było. Wiadomości bieżąco – w miarę możliwości internetowych, które są mocno rozrzedzone – w GALERII i KRONICE co jakiś czas. Prosimy nie dzwonić. Zalecamy odpoczynek i cierpliwe oczekiwanie na powrót dzieci z wakacji. Można już gromadzić wszelkie środki do prania i mycia, które będą potrzebne po odbiorze. Ruszamy z zajęciami i pozdrawiamy z okolic Białego Boru.

DSC_1018Zdarzyło się w lesie (16-18.07.br.)

Mamy składy namiotowe i opiekunów, którzy bezpośrednio będą starali się wspierać uczestników w pokonywaniu wszystkich trudów treningowych i dyscyplinarnych.

Namioty już stoją, boiska przygotowane, kąpielisko z ratownikiem odebrane przez inspekcje – czyli wszystko mamy przygotowane na najbliższe dwa tygodnie. Helenka tak opisuje pierwsze dwa dni: „Po bardzo długiej podróży pociągiem do Szczecinka (12 godzin), a następnie autobusem (1,5 godziny) dotarliśmy do Trzmielewa. Pogoda była boska, choć na początku nie było słońca. Aga i Leon przywitali nas oficjalnie a następnie wszystkie wygłodniałe dzieci pobiegły na śniadanie. DSC_1016Później był apel na którym dostaliśmy śliczne turkusowe koszulki. Rozeszliśmy się i przydzielono nas do namiotów, gdzie dowiedziałam się, że moja siostra Zuzia jest moją opiekunką namiotową. Reszta dnia minęła na rozpakowywaniu. Następnego dnia po pysznym śniadaniu mieliśmy apel na którym krzyczeliśmy okrzyki. Nasz namiot dostał 2,5 pkt. Następnie mieliśmy stacyjki na których pilnowali nas Indi z Krokietem. Wszyscy zgłodnieliśmy i poszliśmy na obiad. Nie był najlepszy – ale co z tego. Potem poszliśmy na obiad gdzie po drodze ustaliliśmy z Zozią, że Krokiet mówi biegle po Polsku. Teraz pisdzę ten pamiętnik. Za chwilę będzie kolacja. Podsumowując te dwa dni jest wspaniale.”

Tak to widziała jedna z uczestniczek obozu. Instruktorzy przekazują swoje spostrzeżenia z większym uszczegółowieniem zdarzeń. Ot, chociażby – w jednej z grup marszobiegających miał miejsce przypadek wielkiego zaangażowania w zadane ćwiczenia – do tego stopnia, że ćwiczący zapomniał, że można przerwać zajęcia gdy organizm domaga zrzutu nadmiaru płynów. Zaowocowało to pojawieniem się mokrej plamy w okolicach przyczepów górnych mięśni udowych.

– A cóż to Ci się stało – zapytał instruktor.

– Nic, nic – tylko jak biegłem to się potknąłem i wpadłem do mikrokałuży…

DSC_0982Biegający na trasach WKKW (Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego) nadziali się przy jednej z przeszkód na sporą niespodziankę przyrodniczą, która zdopingowała wszystkich do wyżyłowania swoich dotychczasowych osiągnięć. Trenujący znacznie poprawili swoje wyniki biegowe z inicjatywy pszczół, które zamieszkiwały w/w przeszkodę. Szczęśliwie nikt nie był uczulony. Swoją drogą zastanawiamy się jak wykorzystać to doświadczenie w zawodach np. zimowych…

19-21.07.br.

DSC_0989t (33)Życie toczy nam się obozowym rytmem. Po Polsce szaleją burze i wichury – nam przyszło tylko przeczekać jeden dzień podczas ostrej ulewy pod osłoną namiotów. Sprawdziły się – dachy uszczelnione plandekami nie przepuściły ani kropli deszczu. Właściwie można potraktować ten mokry dzień jako kolejną przygodę. Tak więc harmonogram dnia bez większych zakłóceń realizujemy – czas wypełniają nam zajęcia sportowe we wszelkich odmianach – wszystko dla zdrowotności i dobrego nartowania zimą. Wieczory przy ognisku w atmosferze śpiewogrania. Tu trzeba nadmienić, że rodzi nam się kolejny zespół muzykujący piosenki szuwarowo-klubowe. Do Tymka gitarzysty dołączył Jaśko – skrzypek. Przyjechał z rodziną Grucha – mocno wspierający grajków. Jest coraz fajniej podczas wspólnych ogniskowych posiad – a sceneria – palce lizać… Nie obywa się bez drobnych kontuzji. Mamy rękę w gipsie, odfiletowany palec, ponaciągane wiązadła i trochę potłuczeń – ot taki dyskretny urok podwyższonych obrotów na leśnych trasach treningowych. Wodne zajęcia zostały wzbogacone o koszykówkę wodną. Regulamin i urządzenia boiskowe opracował nasz ratownik. On ci też jedynym znawcą zasad i sędzią. Fajoska zabawa. Jednym słowem – pchamy wózek w kolejne dni.

22-23.07.br.

IMG_1793Komunikaty się sprawdzają. Spokojnie posiedzieliśmy przy ognisku. Później zbieractwo papierków – coby wszystkim było miło i przyjemnie – rozliczenie ze zbiorów przy wejściu na teren obozu. O 21:30 przygotowania na zapowiadane deszczowanie nocne. Poprawiamy plandeki na namiotach, znikają ze sznurków wszystkie suszące się rzeczy no i pełna gotowość wartownicza. Jedna z wartowniczek – ok. lat 7 – przyszła z pretensjami, że jeszcze nikt jej nie wyznaczył chłopaka. Tak sobie myślę – wyjdzie poza klub do jakiegoś tam kuratorium albo pożal się Boże oświaty i jesteśmy ugotowani… Nie pomoże nawet dobrowolność zsyłania dzieci – przez rodziców – na nasze obozy. Wczoraj był też dzień paczek. Tyle razy się powtarzało Agnieszce żeby nie podawać adresu. Żaden listonosz czy kurier nie stara się nawet dotrzeć do naszego obozowiska. Wszystkie przesyłki muszą lądować w sklepie Trzmielewskim – to jeszcze pół biedy. Tam docieramy chociażby w ramach marszobiegów (ulubione ćwiczenie obozowiczów). Coraz częściej jednak zastajemy tylko wiadomość, że przesyłki zostawiono w innych sklepach na trasie między Bydgoszczą a Koszalinem. Ale byłoby fajosko gdyby wszystkie przesyłki mógł zabrać Wojtek Wokan, któremu dobra Żona pozwoliła zrobić kurs na wieczór imieninowy Leona – będzie miał tyle miejsca w bagażniku (w tajemnicy przekazujemy, że nie jest drogim kurierem). Zainteresowanym Agnieszka przekaże ostatnie dwie cyfry numeru telefonu w/w. (6022268..).

20150723_124500Mamy już 15:00 kolejnego dnia. Pogoda łaskawie nie moczy a i troszkę pokazuje się słońce. Trzeba biegać, trzeba skakać – woda w jeziorze też pozytywnie nagrzana. Notatka poufna – dzisiaj w nocy gra. Jeżeli będzie przeciek to znaczy, że ktoś po przeczytaniu tego wpisu doniósł dzieciakom tajemną informację…

20150723_163310Dzisiaj spotkało nas coś bardzo miłego. Po ciszy poobiedniej Kuba robiąc przegląd porządkowy trafił na czekuladę z opisem. Okazało się, że do czekulady były inne załączniki oraz literatura klasyczna z sympatycznym listem, która trafia na wyposażenie domku na kółkach. Wszystko to na zdjęciu (wystarczy kliknąć i poczytać w powiększeniu) – no i co INNI RODZICE – można? Podczas odprawy wieczornej list odczytano, przyjęto ze zrozumieniem z podziękowaniem i z wielką satysfakcją. Ale cudnie!!!

Kalendarz pokazuje 24.07.2015 r. Zegar godz.5:00. Cisza – jeno ptaszyny wodne kląskają gdzieś w szuwarach – a woda niesie… Dopilnowaliśmy ranko żeby było słonko. Wartownicy słodko śpią – można jeszcze dospać do pobudki i rytualnego warzenia wrzątku przez Maćka w jego nowym zestawie przetrwania, który uzyskuje temperaturę w żarze szyszek. Zestaw pomysłowy tylko żeby te wszystkie elementy zabrać w drogę to jedna żona nie wystarczy…

DSC_0174Zbliża się pora odtrąbienia sygnału podrywającego do szarej codzienności. Pierwsze wstaje przedszkole. Za dzieciakami takie nieuczesane mamuśki. Kadra dziarsko pomyka do wychodka – dzień dobry, dzień dobry – razy dziesięć. Wyspani bo nocne manewry zostały przeniesione na inny termin (wczoraj były Magdy urodziny). Jasiek trąbi – piekiełko ruszyło. Tasmańczyki okazuje się, już dawno nie śpią – czekali na sygnał by rozpocząć pędziwiatrowanie. Pooooszli! w las na rozruch. Brakuje nam Kaspra, który – jako odpowiedzialny za organizację wielkich amatorskich regat windsurfingowych – musiał na dwa dni pojechać do Jastarni – wspierać tych co organizują w/w. Spokojnie – program ćwiczeń dla poszczególnych grup zostawił rozpisany wszystkim instruktorom. Jutro wraca i będzie rozliczał. Wczoraj na ognisku poza śpiewograniem była okazja posłuchać opowiadania Maryśty wspominającą przygodę jaką miała okazję razem z Hanią przeżyć przez ostatnie trzy lata. Wspominała czas wypełniony atmosferą narciarską we Włoszech – bo przecież jesteśmy klubem narciarskim. To był bardzo udany eksperyment.

DSC_0946trz (1)Wspominki przerywaliśmy na śpiewanie przy muzykowaniu coraz sprawniejszej orkiestry a partie solowe na skrzypeczkach w wykonania Janko – muzykanta już są porywające. Ćwiczy również ukłony i zbieractwo datków do kapelusza… Mamy cichą nadzieję, że temu wszystkiemu przyglądają się z połonin niebieskich nasi kumple, którzy razem z nami biegali po trzmielewskich terenach – Stasiek, Maruś, Radar. Drzewko im. Staśka wciąż stoi nad brzegiem jeziora…

Póki co walczymy dalej. Dzisiaj pod hasłem – „jedynym sposobem na komary jest polubienie ich”. Po śniadaniu – takie zwyczajne zdarzenie. Mały uczestnik obozu (wielkich nie mamy) dotarł do kadry z zakrwawioną ręką.

DSC_0114– Maczeton! Maczeton! Jadłem śniadanie i nagle puściła mi się krew z palców.

Oględziny wykazały kolejne drobne odfiletowanie.

– Kolego! Coś mi się wydaje, że zabawiałeś się w sposób niewłaściwy scyzorykiem – rzecze Maczeton.

– No nie wiem. Nooo? Może…

Delikwent zaopatrzony. Można gnać na zajęcia. Dzisiaj wszystko – mini-hokej, łuki, liny, jo-jo, slalomy, stacyjki, gibbony, trampolina, szybkość, skoczność, żagle, kajaki, koszykówka wodna – zmiany w grupach. Idzie się pozytywnie zmęczyć.

DSC_0946trz (72)Kolejne odwiedziny. W przerwie między zdjęciami przyjechał odwiedzić nas Mateusz ze szwagrem Sebastianem. Ponownie odżyły wspomnienia. Ponieważ aktualnie Mateusz jest kontuzjowany – porusza się po obozowisku o kulach. Drzewiej też na tym terenie pomykał o kulach jako uczestnik obozu – z tą różnicą, że kiedyś tam nie chciało nam się poszukiwać sklepów medycznych – musiały wystarczyć kule wyrzezane sposobami indiańskimi z drewna.

25/26.07.br. Obroty obozowe wzrosły. Wykorzystujemy przekłamania w prognozach pogodowych i taplamy się po treningach w wodzie. Żaglówki, kajaki też mają wzięcie. Z Jastarni wrócił Kasper – dodatkowa mobilizacja do zintensyfikowania ćwiczeń. Udane ognisko. Tymek z Jaśkiem muzykowali samodzielnie. DSC_0946trz (1)Ale miło jak można popatrzeć na rosnących następców. Tym bardziej, że Piotrek jutro musi już wracać do Krakowa – zespół się uszczupli. Kolejny wywiad z ciekawymi opowieściami narciarskimi. Kasia przepytała wspominkowo Maję na okoliczność jej przeżyć z ostatniego sezonu. Było co opowiadać. Wygrała Ligę MOZN, czwarte miejsce w Młodzieżowym Pucharze Polski w konsekwencji starty w reprezentacji Polski w zawodach w Rickach i Topolino. To wszystko potrafi pogodzić z treningami, szkoła i innymi zainteresowaniami. Na koniec, z racji imienin Krzysztofów – lody dla wszystkich. Kolejne leśne dni za nami.

11045645_1614875718746110_397967821_oGdy dzieci poszły spać – w gronie klubowiczów opiekujących się maluchami przedszkolnymi poświętowała kadra. Maciek tradycyjnie wzbogaca naszą kronikę rymowanką dla Leona (Krzysztofa).

„Wody Trzmielewskie! Knieje i trawy! Czy pamiętacie? Rok dzisiaj minął od hucznej, choć cichej pewnej zabawy. Ciasta, banany, śmiechy i wino, talerz owoców, grill wieprzowiny. Toż to doroczne są imieniny! Święto w sam środek każdego lata. Każdej zabawy nadchodzi koniec, gdy trzeba odejść do swych śpiworów, dokończyć ciasto, uścisnąć dłonie na pożegnanie tego wieczoru. Ale nie wszyscy poszli do spania. Był tam mąż z żoną. Oni uznali, że się po wszystkich śpiewach i daniach w gorącej wodzie wykąpią cali. Woda wspaniała grzeje, wręcz parzy! Aż żal opuszczać ciepłe kabiny, ciepło, bezpiecznie, nic się nie zdarzy. I nagle zrzedły obojgu miny. Bywa, że u starych, zniszczonych zamkach coś lubi czasem w nocy wylecieć i tak się stało, że spadła klamka.

Na dobór złego, tak, jak to w lecie nastała burza, pioruny, grzmoty. Drzwi zatrzaśnięte, nic ich nie ruszy, coraz mniej sił już i mniej ochoty. Żonie też ciężko było na duszy, że aż usnęła. I mąż sam został, walczył dość długo i sen go morzył, lecz się udało zadaniu sprostać, drzwi mydelniczką jakoś otworzył. Wstawaj kochanie! Chodźmy do łóżek! Trudno tą radość opisać, zmierzyć dwojga idących dzielnie przez burzę. Jutro przy kawie nikt nie uwierzy! Wreszcie w kamperze! Ulga to szczera! Nocy w prysznicach każdy by się bał. Tu jest kołderka, tu jest materac. Wtem z materaca niesie się hau hau! Dzisiaj po roku od tamtych zdarzeń, życzymy nie złota, ani nie wygód, ani też nawet spełnienia marzeń. Życzymy stu lat podobnych przygód!”

Niedziela – taki lżejszy dzień. Rozruch odpuszczony. Po śniadaniu wymarsz do kościoła (zlokalizowanego w okolicy Biedronki – taca się nie zapełni). Ci co chodzą na etykę przygotowują się do zbliżającej się gry terenowej. Twardziele z Kasprem biegną wkoło jeziora (ok. 20 km) – to wszystko dla większej sprawności zimową porą.

DSC_0001trzm (12)27.07.2015 r. Długo wyczekiwany dzień. Już wszyscy dowiedzieli się, że tegoroczna gra terenowa została oparta na motywach gwiezdnych wojen. Kosmiczna sprawa – właściwie nie do opisania. Mamy nadzieję, że dzieci będą opowiadać swoje przygody po powrocie do domu – to będzie szansa żeby trochę informacji usystematyzowanych dotarło i do nas. Na razie mamy chaos informacyjny pozostaje tylko pooglądać zdjęcia do czego namawiamy. „Gwiezdne wojny” to jeden z tych filmów, który ponoć trzeba zapomnieć jak najszybciej by ponownie oglądany wzbudzał emocje jak za pierwszym razem. Nasza gra musiała wzbudzać duże zainteresowanie u przygodnych obserwatorów ponieważ prosili o możliwość zrobienia sobie zdjęć z głównymi bohaterami.

Jak to na wojnie – podczas przygotowań do gry ranny został gitarzysta. Najgorsze, że zapasowych już nie mamy i jakość dzisiejszego śpiewogranie zaczyna stać pod znakiem zapytania. Jest nadzieja, że jak bandaże uzyskają odpowiednią elastyczność i ręka przyzwyczai się do odmiennej pracy – ostatnie nasze ogniska nie stracą oprawy muzycznej do, której wszyscy przyzwyczailiśmy się…

DSC_0001trzm (35)28.07.2015 r. Czasu nie zatrzymamy. Powoli ubywa uczestników obozu zabieranych przez okrutnych rodziców z naszego leśnego królestwa. Im wcześniej kończy się możliwość pędziwiatrowania. Łodzie odholowane do hangarów – wyciągnięte z wody będą czekać do przyszłego roku. Atmosfera jeszcze treningowa, ale już trzeba myśleć o zwijaniu namiotów – pakowaniu się. No i nikt nie uniknie swego przeznaczenia – trzeba dokładnie posprzątać teren. I tu zaczynają się schody – organizmy raczej nie przyzwyczajone do tego typu prac a rodziców brak… Rodzą się napięcia podczas dociekania sprawiedliwości przy podziałach prac. Dochodzi do tego, że coraz trudniej zachować powagę.

IMG_6567Porządkując papiery zauważyliśmy, że ścieżką prowadzącą do siedzib kadrowych podąża zapłakana jednostka lat – tak na oko – około 9. Właściwie to nie płacze tylko głośno szlocha.

– Co się dzieje? Czemu tak ryczysz? Uspokój się i mów tak żeby nie trzeba było zatrudniać tłumacza!

– No, no, bo,bo, uuuuuu…, muuu, bo, bo, przyszłem, no, bo,bo, Filip mi kazał żebym powiedział Leonowi to co powiedziałem, strasznego i brzydkiego…

– No to skup się i mów tylko na tyle łagodnie żeby nas nie powaliło z nóg…

– No, bo uuuu…, żem powiedział, muuu…, uuuuuu…, żem powiedział „kura”, ale przez „w”.

Troszkę nas śmiech wewnętrzny zapowietrzył – ale wychowawczy proces trzeba był kontynuować.

– No, kolego! W naszych lasach taki drób nie występuje w związku z powyższym – tu został mu podany worek na śmieci, pierwszy z brzegu, który po rozwinięciu okazał się być jednym z większych litrażowo (160 l) – pozbierasz karmę dla tych kur, bogato rozsianą za waszymi namiotami…

– Buuu…, muuuu…, ja takiego dużego worka nigdy nie napełnię.

Jeżeli któregoś dziecka pojutrze nie będzie na dworcu to znaczy, że było bohaterem opowiastki i dalej czyści lasy trzmielewskie z papierków…

DSC_0946Ostatnie ognisko pełne podsumowań wszystkich konkursów sportowych i rywalizacji punktowanej za całokształt postawy obozowej. Śpiewogranie wyjątkowo udane – bo ostatnie. Nasze ogniska mieliśmy w wyjątkowo pięknej scenerii. Miło było usłyszeć na koniec, przed rozejściem się na ostatni namiotowy nocleg, z ust krasnoludka/diabła tasmańskiego – „Leon, ale tutaj jest pięknie”. Tak właśnie tutaj jest. Jutro wielkie pakowanie i wieczorem odjazd… Pamiątką przypominającą wspólnie spędzony czas będą linki na rekach dzieci, śpiewnik i warkoczyk z gry terenowej. No i do następnego obozu. Z niektórymi spotykamy się jeszcze w Jastarni gdzie będziemy poskramiać deski windsurfingowe. Dalej to już narty…