KRONIKA

KRONIKA 16.07.2014

Trzmielewo 2014

<<< Powrót do kroniki

15.07.2014 r.

No i stało się. Godz. 19:00 – trzy autobusy niskopodłogowe dotarły w okolice leśnych polan na których staną namioty obozu trzmielewskiego. Od początku – Z Jastarni wyruszyła na kierunek Trzmielewo grupa nadmorska. Po drodze połączyła się z tymi co z rodzicami też znad morza, ale trzon zapakowany w wagony PKP wystartował z Krakowa. Złośliwość PKP wobec obcej Yeti ludzkości nie zna granic. Wpakowali do naszego wagonu dwie panie – miłośniczki ciszy i spokoju, które marzyły o relaksacyjnej podróży na wywczas. Doznały prawdziwego masażu uszu przepełnionego kakofonią dźwięków radosnej dzieciarni. Teraz tego samego doznała przyroda. Ptaszęta przyspieszają naukę latania coby wcześniej salwować się ucieczką do krain ciszy… a więc zaczynamy.

16.07.2014 r.

DSC_0014Zgodnie z przewidywaniami w dniu dzisiejszym nie było łatwo. Wydawałoby się , że wszyscy będą wymęczeni podróżą atrakcyjnymi kolejami PKP – z jakże uprzejmą obsługą kontrolną. Każdy konduktor w pięknej czapeczce z dziurkaczem rwizora i życzliwym nastawieniem w stosunku do młodzieży szkolnej, pieczołowicie sprawdzał dokumenty w poszukiwaniu przestępców młodocianych (prawdopodobnie nadużywających uprawnień zniżkowych). Tak sześć razy – mamy poczucie, że są jeszcze instytucje, które zgodnie z maksymą iż kontrola wyższą formą zaufania, czuwają… Czyli wymęczenia nie było. Ranko słoneczne i roboty huk. Rodzice od samego rana zawracają głowę telefonami – trzeba być grzecznym w odpowiedzi na pytanie – wszystko w porządku? I tak ok. 60 razy. Kochani! Miejcie litość nad nami… Do postawienia cały obóz (pierwszy nocleg pionierski). Rozbijamy na naszej polanie 18 namiotów. Połowa stanęła już do obiadu. Potem kąpiel relaksacyjna w ciepłych wodach jeziora. Zaczynamy zakwaterowanie i kończymy stawianie namiotów. Przy rozpakowywaniu okazuje się, że zgodnie z prośbą – mało kto podpisał rzeczy wic dzieci nie przyznają się do nich. Menażki zakupione w Dekatlonie są  charakterystycznie – wszystkie takie same. Wyjście na obiad poprzedzamy znakowaniem ubrań i sprzętów (ale worek rzeczy niechcianych już się zapełnia). Dotarł do nas Kasper – szef treningowy i zajęciowy z asystentem Leosiem. Zameldował się również Mateusz i Antek z rodzinami (przedszkole powoli wypełnia się). Zaczyna nas być grubo ponad setkę… Można powiedzieć, że po godz. 20:00 jesteśmy już wszyscy zakwaterowani, wykąpani, nafutrowani – gotowi do wieczornej odprawy. Jutro zaczynamy normalny rytm obozowy ale o tym w następnych relacjach.

PS. Zachody słońca tchną kiczem i cudownością kolorów…

17.07.2014 r.

DSC_0085Przebudzenie słoneczne – lato pełna gębą. Jeszcze bez dźwięków sygnałówki bo trąbka będzie dowieziona Maczetonem. Rozruch, porządki, śniadanie – wpadamy w obozowy rytm. Przy śniadaniu wspomnienia z pierwszej warty – „na pewno zginiemy, jesteśmy takie młode, za wcześnie żeby umierać…” – nocą strach ma oczy wytrzeszczone. Poranne spotkanie bez gali sztandarowej – bo brak masztu. Rozdano umundurowanie obozowe w postaci koszulek. Każdy dostał również śpiewnik z piosenkami na wieczorne śpiewogranie. Mamy już tablicę ogłoszeń, ale bez ogłoszeń. Tablica zmajstrowana przez świeżo upieczonego inżyniera budowlanego nie trzyma żadnego kąta. Wygląda na to, że czeka nas duży chaos w budownictwie. W Klubie występuje kilku studentów tego wydziału – może bardziej wyćwiczonych praktycznie bo mieli okazję zapoznać się z budową gwoździa w Jastarni. Będziemy jeszcze powoli upiększać naszą polanę, ale w miarę wolnego czasu – rozpoczynamy treningi. Na pierwszy ogień marszobieg w stronę Białego Boru. Wizyta zaopatrzeniowa w w/w mieście przypomina nam, że jest miejsce słynące ilością fotoradarów. IMG_1678To tutaj preliminuje się dochód w wysokości kilku milionów z tytułu mandatów (więcej niż gmina Warszawa) – faktycznie jeden z nowych łudząco przypomina śmietnik przydrożny. Po marszobiegu – dzieciaki dobrze przykurzone myk do wody – obiad – cisza poobiednia no i długo wyczekiwany spacer na zakupy do centrum Trzmielewa. Po spacerze sprawdzian pływacki. Oj! Rodzice! Cieniutko!. Ok. będziemy wspierać. U nas się pływa. To warunek uczestnictwa w obozach z żaglami. Jeszcze wciąż roboty huk. Powstały boiska, batut już sprężynuje, ale jest kilka prac do wykonania w dniach następnych. Kolacja, apel i ognisko. Wszystko fajosko – tylko męczący, wieczorny dźwięk telefonu. Kochani mamy co robić a na pytanie „co słychać” wciąż ta sama odpowiedź – DZIECI!

18.07.2014 r.

Jak to dobrze, że mieszkamy pod osłoną lasu. Słońce praży już od samego rana, wiatr zerowy – wyobrażamy sobie co muszę odczuwać ci co w mieście.. Już jest normalnie – apel, faga na maszt i do zajęć. Wszyscy podzieleni na grupy mają wyznaczone zadania treningowe i jeszcze te budowlane – obiekty użyteczności publicznej w zakresie sportu i rekreacji. Jaka błoga cisza na tzw. majdanie. Przyspieszamy budowę boiska do Jo –Jo – to dopiero dobrze wpłynie na aktywność ruchową. Dla nie wtajemniczonych instrukcja w/w gry do przestudiowania ZASADY GRY W JO-JO. Na bieżąco przekazujemy informacje kolarskie z Francji. Donosiciel stara się wszystko dokładnie opisać używając wielu pojęć wymagających specjalnego tłumaczenia. Staramy się zawęzić zainteresowanie kolarstwem do barw koszulek ze wskazaniem na hostessy. Powoli będziemy przechodzić do rozmiarów. Trasy na których można je spotkać mniej nas interesują

Czas na przedstawienie ekip namiotowych (dzieci nazywają je pokojami).

Opiekunka MARIA – Włoszka stara się utulić DSC_0143TYGRYSICE: Ania i Halinka to papużki nierozłączki, mylące pastę do zębów z kremami, ale z małym uszczerbkiem ponieważ szczerbate są wymiennie – Ania brak jedynek, Halinka – brak dwójek. Zuzia ma problem bo straciła scyzoryk, który pożyczyła bratu a ten używał go niezgodnie z przeznaczeniem i czasowo został zdeponowany. Maja – wciąż przy nadziei ponieważ mama obiecała przed wyjazdem, że jak tylko będzie chciała wrócić to zostanie jej życzenie spełnione. I raz na dzień chce wracać. (Mamo – takie pomysły obietnic podobno przechodzą po szóstym dziecku więc Mamo i Tato – ważny elemencie rodziny – wszystko przed Wami…). Pola – z pięknymi warkoczykami, który zwalniają z mycia głowy? Udaje się jednak ominąć wspólnie ten wybieg. Amelka prosiła żeby przekazać, że nie chce wracać (po namyśle dodała, że póki co…). Marysia – siostra brata co to na obozie żeglarskim każdą czytał książkę o Napoleonie licząc na to, że będzie dzięki temu zwalniany z prac społecznie przydatnych (zaraz, zaraz tylko skończę stronę) – co za zbieg okoliczności z namiotu Tygrysic często słychać jak ktoś odpowiada „zaraz, zaraz tylko skończę stronę”. Drugi zespół podopiecznych Maryśty to DSC_0149KANIBALKI. Patrzą na budowę nikczemnych ciałek to kiepski czas dla kanibali. Może co w buszu znajdą i polepszy im się po obozie – mam na myśli kilogramy. Najbardziej zabiedzona to Hania – tutaj jednak możemy mieć do czynienia z obciążeniami genetycznymi – nie wiedzieć czemu bardzo czeka na przyjazd Maczetona (sprawdzimy). Marysia – siostra Hani Włoszki – zawsze uśmiechnięta – radość czy cóś?. Maria – „obmyśla w głowie ekspres do kawy z Antonem w majtkach” – cokolwiek by to miało znaczyć… Emilka – zagraniczna obozowiczka – wyrosła i coraz bardziej dziarska – szkoda, że tylko klubowiczka letnia. Maja – „a Maja to tańczyła dzisiaj z Golumem…”. Oliwka – specjalnie przygotowała się do nalewania herbaty no bo z kubeczkiem podszedł ten słynny aktor MATEUSZ – może uda się kiedyś z obiadem – wydawanie dwóch dań dłużej trwa….No i jeszcze chórem – „najfajniej to było po warcie!”.

Dojechał Maczeton. Są paczki – jest radość. Szczególne podziękowania rodzicom za małe co nieco dla kadry (ależ nie trzeba było…). Szczęśliwie dopoceni treningowo, wykąpani wieczornie kończymy dzień. Dotarła do nas również sygnałówka – cisza nocna zostanie obozowo zagrana.

19.07.2014 r.

DSC_0185Godz. 7:45 dźwięk pobudki niczym wiosenny śpiew słowiczy podrywa wszystkich do trudów kolejnego obozowego dnia. Radość w oczach – przecież zaczynamy ulubionym rozruchem. Wszystko idzie coraz sprawniej. Nawet wspomnienie tej mamy co obiecała, że przyjedzie do dziecka jak tylko tego zapragnie – jakby bardziej rozmyte porankiem. Nie ma czasu tęsknić. Porządki, apel – wciągnięcie na maszt naszej historycznej flagi, kilka uwag szkoleniowych. Zaczynamy od szkolenia musztry (postawa zasadnicza i równanie szeregów co by usprawnić zbiórki), później pokaz porządkowania rzeczy przeznaczonych do snu (kanadyjka, trzepanie kocy, przewietrzanie śpiworów i układanie wszystkiego w pozycji – na dzień) no i jedno z ważniejszych szkoleń – sikanie w przeziur WC „to taki specjalny otwór przez który można oglądać inny świat a być może nawet przesunięty w czasoprzestrzeni). Uczymy się podstawowych czynności powtarzając wiersz – „pamiętaj tępa głowo – podnoś deskę sedesową”. Zaczynamy zauważać przydatność poezji – jest lepiej w ciągu dnia. Jeszcze przed wyjściem na treningi przyszła zbłąkana owieczka z zawstydzeniem oddając przemyconą komórkę w paczce przywiezionej przez Maczetona. Zalękniona – wstydząc się za rodziców – stwierdziła, że nie mogłaby żyć w grzechu do końca obozu. Dziecko nagrodzono a rodzicom – „siekierka”. DSC_0186Treningi z coraz większym zaangażowaniem – widać jak coraz lepiej funkcjonuje rytm obozowy. Jest wspaniale gdy po wysiłku fizycznym można wskoczyć pod czujnym okiem ratownika do ciepłej wody jeziora. Wieczorem spacer do centrum Trzmielewa gdzie będzie odprawiona msza niedzielna. Księdza Dobrodzieja dowiozą nam za małe co łaska no i przy okazji sklepik będzie dłużej otwarty – same atrakcje. Jeszcze rozmowa z Mikołajem na temat francuskiego wyścigu z naciskiem jednak na potęgę piłki nożnej i pozycji naszej reprezentacji w tej ważnej dyscyplinie sportowej (mimo sukcesu Majki) – no, można powiedzieć, że dzień został wypełniony.

Pora na kilka słów na temat ekip kolejnych „pokoi” (namiotów). Diana – opiekunka DZIKICH ANTYLOP w skład których wchodzą: Antośka, Marta Pola, Nadia, Nadia, Gabrysia i Agata. Drugi namiot na patrona wybrał ZABÓJCZE ŻYRAFY. Pod płótnem tego namiotu mieszkają Kasia, Helena, Helena, Natalia, Ania, Weronika, Zosia, Helenka.

PS – dziękujemy tatusiowi Wojtusiowi i żonie Dominisi za dary… Tatusia Piotrusia informujemy, że teraz zaplatamy warkoczyki synkowi a rozplatamy córeczce. Mamusie Karola uspakajamy – jak tylko spotkamy Karola to zrobimy mu zdjęcie. Pozdrowienia.

 20.07.2014 r.

A to ci dopiero – malutka Marysia kończy dzisiaj 18 lat!

Przebudzenie odbiegające od zwyczajowego. Maria zostaje wybudzona wcześniej skierowana na trasę biegu z zagadkami pisanymi wierszem. Rozwiązując zadania dociera do izolatki (miejsce ustawowo wymagane przez SANEID) – czyli namiotu dla potencjalnie obłożnie chorych uczestników obozu, których już nie warto zawozić do szpitala – gdzie niespodzianka – dotarły do nas Hania i Natalia – kumpelki od wielu lat. Zrobiło się bardzo miło. Uroczystości urodzinowe przenoszą się na apel. Flaga na maszt – trzeba rozpocząć dzień – okrzyki związane z Króelm Lwem. Przy okazji odkrywamy, że jest jedno biedne dziecko, które nie widziało filmu. Biedaczysko musi znać wszystkich kolaży – tych naszych i zagranicznych – a nie wie kto Simba… czasami smyki faktycznie mają trudne dzieciństwo. DSC_0220Później życzenia – najsympatyczniejsze od dziewczynek, którymi Maryśta się opiekuje, dalej tradycyjna kąpiel czyli specyficzny wrzut do wody i tak 18 razy. Ukrop z nieba dalej się leje – postanawiamy wszystkie zajęcia treningowe przeprowadzać nie dalej jak 100 m od jeziora. Biegamy, skaczemy, łapiemy równowagę z coraz większym zaangażowaniem. Zostaje uruchomiony „małpi gaj” nauka węzłów i podstaw wspinania. Jazda na karabinku. Co jakiś czas bieg na kąpielisko i odkurzanie ciał na wilgotno. Po obiedzie cisz – czas na zawiązanie sadełka. Dalej spacer do sklepiku „Pod Lipą”. Docierają do nas na okoliczność urodzin Marysi również państwo Peszkowie, oraz wielopokoleniowa gromada państwa Dziadyków. Obecność Maćka pozwala nam liczyć na kolejne komiksy obozowe. Popołudniową  porą gra w literki. Wszystkie zespoły ruszają na poszukiwanie liter skrzętnie ukrytych w najmniej spodziewanych miejscach, które ułożone w odpowiedniej kolejności tworzą hasło – wszystko to dzieję się przy pomiarze czasu. Znowu upoceni, zakurzeni – myk w jezioro. Wspólnie z Mikim prześledziliśmy kolejny etap TdF i informacje, że Adamek nie wraca do kraju (może minister sportu w przyszłym rządzie technicznym). Prezes Tajner pozbył się MOZN ze struktur PZN. Stoch skacze też latem – narciarstwo w świetlanej przyszłości. Pogadaliśmy jak stare chłopy…Kolacja i śpiewogranie przy urokliwym zachodzie słońca. Do wszystkich – DZIECI SĄ BARDZO DZIARSKIE! Dobranoc  – jutro też jest dzień…

21.07.2014 r.

DSC_0247Hurrra! Dzień wielkiego sukcesu treningowego. Tydzień ćwiczenia i… – deski sedesowe suche. Ten wielki sukces wróży również dobre wyniki na zimowych trasach. Po kolei. Dzień dalej skąpany w słońcu – to my je od zadka strony – ono praży a my do wody. Potem wysychanie przy ćwiczeniach. Dzisiaj siła. Mięśnie przyrastają – u niektórych już pojawia się zarys. Młodsze grupy siłują się na stacyjkach a starsze rozgrywają turniej Jo-Jo. To ci dopiero fenomen rozbudzający emocje. Wygrały Lwy. My ćwiczymy a Agnieszka stara się być uprzejma w rozmowach telefonicznych – pocieszać informacjami tęskniących. Niestety słońce, zmęczenie, przeciążenie pytaniami powoduje chaos w późniejszych dyrektywach.

– Leon – zrób paczki braciom.

– Jakie paczki?

– No te na stronę – w sensie zdjęcia – bo paczki mają dostać…

Bądź tu mądry i wykonuj poprawnie polecenia. Z podobnymi rozkazami to spotykałem się w LWP. Usprawiedliwiamy jednak Agę – ma prawo być zmęczona sprawdzaniem rys na ciele uczestników obozu zauważonych czujnym rodzicielskim okiem na zdjęciach zamieszczonych w galerii… Kochani nie martwcie się jak wcześniej informowaliśmy mamy na obozie izolatkę. Jeżeli tylko coś więcej wiecie niż my zaraz umieścimy potencjalnie podejrzanego o urazy w w/w miejscu i epidemii nie będzie. Równolegle do zajęć sportowych ćwiczymy utrzymywanie porządków. Idzie coraz lepiej. Jeżeli po powrocie w domach będzie z tym problem wystarczy włączyć TV z jakimkolwiek serialem w którym będzie występował Mateusz i ostrzec, że w każdej chwili może się pojawić w drzwiach – gwarantowany sukces… Zmajstrowaliśmy strzelnicę dla łuczników. Póki co jest dobrze – wciąż wraca  z zajęć tyle samo strzelców ilu wyszło.

DSC_0249Wracamy do przedstawienia ekip namiotowych. Kolejna to KOŚĆ SŁONIOWA. Opiekunka bezpośrednia Kasia. W pokoju urzędują Julia, Jula Julka, Zuzia, Jagoda, Manuela. Kasia opiekuje się również BUSZMENKAMI. Jula, Maja (jeszcze teraz wspominamy wspaniały prezent przysłany kadrze), Zuza, Maria, Zuzia. Oba w/w zespoły to już wyjadaczki obozowe. Wzorowe porządki i jak mówi Kasper duże zaangażowanie treningowe.

Z Mikim, pogadaliśmy o kolarstwie. Śpiewogranie i spanie. O przepraszam – dzwoni telefon. Agnieszka z dziećmi – ja nie odbieram – Dobranoc.

22.07.2014 r.

Któż dzisiaj pamięta, że mamy dzisiaj dzień czekolady… W ubiegłym stuleciu władze oddawały tego dnia wszystko przed terminem. Było bardzo nadymanie tabliczka czekolady nosiła nazwę – „22 lipca dawniej E. Wedel” – obecnie już tylko „E. Wedel”. My też postanowiliśmy coś zrobić przedterminowo i pobudkę poprzedzono nocną grą terenową.. Chyba z tego powodu poranne wstawanie takie bardziej niemrawe.  Na apelu szybki wstęp treningowy z nauczania musztry – dwójki i czwórki, OPR Mateusza w temacie porządki, poszukiwanie właścicieli rzeczy znalezionych, okrzyki i po śniadaniu do zajęć. Dzisiaj w grupach: slalomy, liny, żeglowanie, strzelectwo. Ponownie okazało się, że w rywalizacji militarnej z winy rządzących jesteśmy marnie wyszkoleni. DSC_0306Najlepszym strzelcem został przedstawiciel kraju francuskiego Staszek Bereton (dawniej Betoniara) – otrzymał nagrodę w postaci beretu z symboliką narodową. Upały nas nie odstępują więc w dalszym ciągu korzystamy ile tylko się da z moczenia dziennego jeziornego pod okiem ratownika (moczenie nocne niekontrolowane występuje u wnuka Agnieszki). Ponieważ dotarła do nas wiadomość interwencyjna dotycząca sugestii dopilnowania wymiany obuwia – wnikliwa rodzicielska analiza zdjęć w galerii – uprzejmie informujemy, że rozkazem dziennym jutro chłopcy będą chodzić w butach dziewcząt, dziewczęta w butach chłopców. Pojutrze przewidujemy dzień lewych butów tych co stoją w szeregu po prawej stronie, a ci z lewej w prawych. Następny dzień (w ramach oszczędności mocno nadszarpniętych podeszw) wszyscy przemaszerują boso. Swoją drogą znajdujemy coraz więcej rzeczy tzw. niepotrzebnych – to wyjaśnia wagę plecaków. Możemy zapewnić, że niektórzy będą mieli mnóstwo czystych koszulek majtek, sukienek, skarpetek, dresików, sweterków, kurteczek itp., itd. – w ilościach mocno przekraczających te sugerowane spisem ekwipunku. Już teraz, przy robieniu porządków słychać z namiotów często – O! Nie! Następnym razem pakuję się sam! DSC_0258Tymon prawdopodobnie nie przewiduje powrotu do domu ponieważ przed wyjazdem wywiesił na drzwiach swojego pokoju ogłoszenie – „na sprzedaż”. Wracając do butów dzieci to widać, że przy doborze najczęściej rodzic nabywający w/w kieruje się modą a nie użytecznością – ileż było tych ze złoceniami, posrebrzane z kokardką itp. – prawda Wojtek? A gdzie wnikliwe badania czy dziecko ma tendencje pronacji czy zalicza się do supinatorów. A może stawia stopę neutralnie? Często bywa tak, że woli te wygodne (ważne przede wszystkim przy zajęciach sportowych).

Ponieważ informacje z TdF dla Mikiego zawierają coraz więcej pytań i tęsknot rodzinnych (przemyt czytelny) a coraz mniej wieści merytorycznych – przechodzimy do analiz poszczególnych etapów posiłkując się niestronniczymi opowieściami szowinistycznie nastawionych kibiców z Polski tylko obiektywnym przekazem internetowym. Wczoraj mieliśmy w TdF „dzień kroplówki”. DSC_0259Dzisiaj kolarze lekko odurzeni jadą dalej. „Majka zajmując odległe miejsce został liderem klasyfikacji górskiej”, „Kwiatek osłabł i wszedł do dziesiątki” (dziwne te zawody – im gorzej tym lepiej…).

Przed nami jeszcze dokończenie zajęć przedpołudniowych, kolacja ogniskowa (pieczenie kiełbas) i śpiewogranie.

Kończymy dzień przedstawieniem składów namiotów pod opieką Krokieta. Pierwszy to AFRYKAŃSCY WOJOWNICY – Piotrek, Oliwier, Maciek, Kuba, Staszek i Michał. Drugi – BANANY – Robert, Krzysiek, Wojtek, Maciek, Konstanty i Michał.

23.07.2014 r.

DSC_0313Następny dzień rozpoczęty tradycyjnie – lecimy dalej. Niezmiennie świeci słońce – sprowadzamy drugą żaglówkę  i merdamy po jeziorze na dwa stery – to tak dla przybliżenia przyszłości w klubie. Wiaterek wymagający – są przechyły – są strachy. Rośniemy z nartami i żaglami. Ci co nie pływają – trenują. Właściwie na każdym skrawku naszych polan można zobaczyć grupki wyginające się w celu usprawnienia i umięśnienia. Na stoku do biegania – slalomy. Strzelnica czynna dla kolejnej grupy – Michał J. okazał się doskonałym snajperem uzyskując lepszy wynik od naszego Francuza. Honor Polski uratowany. Jeżeli do tego dodać wspaniały występ kolarza Majki to potęga nasza jest niebywała . Dzieci ćwiczą z ogromnym zaangażowaniem. W małpim gaju poruszają się coraz sprawniej – chyba będzie żal je oddawać rodzicom… Zajęć tyle, że nie ma czasu zagrać w Jo-Jo. Po kolacji wspaniała niespodzianka. Wreszcie świat nam się trochę odkurzył opadem deszczu. Powietrze pachnie jakoś inaczej – świeżej. Sprawdzamy prognozę pogody – opad chwilowy. Od jutra wraca słońce. Z racji roszenia z nieba musimy zrezygnować z wieczornego ogniska.

Powoli zbliża się termin wielkiej gry terenowej, której motywem przewodnim będzie scenariusz opracowany przez Maćka na kanwie filmu (sza! To jest tajemnica…). W poprzednich latach byli: Robin Hood, Piraci z Karaibów i Ogniem i mieczem. Napisałbym o tegorocznym ale obawiam się, że któren jeden paplający rodzic doprowadzi do przecieków. Czekamy więc razem z obozowiczami na odsłonę.

DSC_0319Wpis zakończymy przedstawieniem ekip namiotowych nad którymi stara się zapanować Filip. DZIKA AFRYKA – Jasiek, Karol, Mateusz, Anton, Mikołaj i Michał. Zespół bardzo ruchliwy – Filip dzięki nim ma do perfekcji opanowane liczenie do sześciu – oczy na szypułkach i coraz szerszy zasięg ramion umożliwiający wyłapywanie… Drugi namiot nosi nazwę DROMADER – Artur, Ignacy, Kajtek, Max, Jasiek, Tadeusz, Staszek. Prawdziwi miłośnicy przyrody. Obserwatorzy odwiecznej walki żywiołów. Wyłapują mrówki i oceniają rywalizację czarnych na czerwone… Emocje większe niż na naszych ligowych boiskach piłkarskich. Jeżeli już zaczepiliśmy o tę dyscyplinę demoralizacji młodzieży to uprzejmie donosimy, że ku naszej ogromnej satysfakcji zamarła piłka kopana na tym obozie. Oby ta tendencja utrwaliła się. Tym optymistycznym akcentem odtrąbimy lada chwila ciszę nocną. Przed snem zasłyszano rozmowę Babci z Wnukiem:

– ale pachniesz jeziorem – mówi Babcia tak bardziej romantycznie,

koleżka się zadumał i po chwili stwierdził

– to chyba nieładnie…

Dotarł kurier z paczkami. Tutaj serdeczny ukłon w stronę tych co wzbogacili przesyłki dla dzieci darami dla tyrającej kadry obozowej. Suchy prowiant skonsumowano – teraz pić się chce… No to teraz już dobranoc.

24.07.2014 r.

Ponoć w Polsce odpoczywają od upałów – w Polsce może tak ale u nas słońce powróciło. Odsuszyło poranną porą wszystko co wcześniej Dyrektor Niebieski pomoczył – czyli u nas bez zmian. Jaki to miły widok kiedy dziecka już bez wspomagania Mateusza przygotowują pokoje (namioty) do przeglądu porządkowego. Koce trzepane, ubranka w kosteczki na pułkach. Rzeczy już prawie nie giną. DSC_0409Te wcześniej zagubione są już nie do odnalezienia – albo ich po prostu nie było, albo okazały się być niepotrzebne. W szeregach obozowiczów blady strach. Dowiedzieli się z przecieków (tak mamy w naszych szeregach kreta), że jakieś grupy maja marszobieg. Odzew chorobowy natychmiastowy. Jagoda przyczłapała jako wysłanniczka namiotowa z bardzo zbolałą miną informując, że w ich namiocie wszystkich bolą brzuchy – oprócz Julki. Epidemia się rozszerza. Budująca wydaje się tylko rozmowa Kocia z NN – na obozach Yeti jest do kitu – nie można symulować… No cóż – prawda bywa czasami naga. Przykładowo – ja musiałem przekazać Mikiemu, że idol kolarski oszukiwał, ale jak to bywa w sportach ustawianych – wystarczy opłacić karę i jedziemy dalej – też naga prawda… U nas z golizną walczymy – marszobieg się odbywa. Reszta grup żegluje, strzelbuje, łukuje – no i zaś schładzanie jeziorne. Kolejny beret wojsk RP zdobywa Jasiek (27 pkt. na 30 możliwych). Tak całkiem różowo to nie jest. Powoli rośnie kopiec pokutny – budowla szyszkowa w której każdy element jest związany z przekroczeniem norm obozowych. Leśniczemu się wmówi, że taka duża ilość szyszek po jedną sosną świadczy o silnym egzemplarzu nasiennym. DSC_0398Dotarła do nas Krystyna M. Tak, tak ta słynna Krystyna M., która u boku ministra interpretuje różne wydarzenia. Mimo ogólnego napięcia my nie obawiamy się podsłuchów. Żaden kraj nie dysponuje taką aparaturą, która byłaby wstanie prowadzić inwigilację dźwiękową przy 100 rozgadanych dzieciakach. Po ciszy nocnej też nie ma strachu – Krysia potrafi zagłuszyć samą siebie. Fenomen gry w Jo-Jo – dzisiaj dzieci zrezygnowały z wyjścia do sklepu tylko dla możliwości poprzepychania się na leśnym boisku. Dwa dnie nie było im dane rywalizować ze względu na natłok zajęć i chwilowe załamanie pogody.

Powoli chcielibyśmy żeby rodzice oswajali się z myślą powrotu swoich pociech. PKP poinformowało nas, że pociąg relacji Kołobrzeg – Kraków dotrze (o ile dzieci wcześniej go nie rozsadzą…) na stację Kraków Główny o godz. 10:20. Zanim dojedziemy to jeszcze mieszkamy. Kolejne dwa pokoje to AFRYKAŃSKI SŁONIE – Mateusz, Kacper, Ignacy, Miłosz, Tymon, Kuba – oraz NIGERYJCZYCY – Łukasz, Tymon, Andrzej, Tomek, Antek, Mateusz.. Nad tą gromadką stara się zapanować Paweł – świeżo upieczony student budowlaniec.

IMG_3519PS Ważne wydarzenie dla naszego Narodu zamieszczam w kronice jako cytat z listu rodzica – kiedyś może starożytni Indianie odkopią naszą kronikę i Miszczu jako ten GallnieAnonim będzie cytowany: „Leon, to już jeden z ostatnich listów z domu do Mikołaja, a i do ciebie przy okazji, bo zaniedługo TdF dojedzie do Paryża. Dziś znowu Pireneje, znowu najwyższe z najwyższych gór, 145 km z Pau do stacji narciarskiej Hautacam, znowu kolarze będą z góry paczeć na orły i świstaki z dwóch górskich premii najwyższej kategorii. Ciekawe jak tam wasza gra terenowa, czy są jakieś dzikie zwierzęta w lesie? Wszystko mi opowiesz po powrocie, już się nie mogę doczekać twojego powrotu (aż tak tęsknisz – ja też – Leon). Od początku ucieczka mało znaczących już teraz zawodników, wśród nich Bartosz Huzarski, na podjeździe pod Col du Tourmalet, legendarną górę Touru, 2115 m npm (byłem, podjeżdżałem, ciężka góra oj ciężka, 17 km podjazdu, 7% średnio) podjeżdżają w małych grupkach, Biel Kadri najszybszy, Huzarski piąty. Peleton goni na zjeździe. Na ostatnim podjeździe atakuje Nibali na 10 km przed metą, Majka odpowiada dwa kilometry później; Rafał ściga się głównie o tytuł i koszulkę najlepszego górala, ale chciałby też porównać łydkę z Nibalim. Jeżeli Polak będzie przynajmniej 6 na mecie – będzie najlepszym góralem bez względu na to, czy punkty zgarnie Nibali czy nie. 6,5 km przed metą Majka jest drugi za Nibalim, z niewielką stratą. Rekin mknie pod górę, Majka nie odpuszcza, ale ma 50 sekund straty, ponad minutę traci resztka peletonu. Cierpi Valverde. Pinot w białej koszulce i dwóch innych naciskają na Rafała. Odradza się Valverde. Na 2,5 km przed metą trójka z Pinot dochodzą Majkę. Polak siada im na kole. Nibali wygrywa w wielkim stylu, Majka broni koszulki, zrywa się do ataku, ściga się na finiszu z Pinot, przyjeżdża trzeci!!! Baw się dobrze Miko, trenuj dzielnie, po powrocie wytłumaczysz mi zasady gry w jo-jo! W klasyfikacji małe zmiany, Valverde wypada poza podium, młody Pinot w nagrodę za dzielną jazdę jest drugi. Pada? Karmią was dobrze? Porządek w namiocie jest? Nikt się nie zgubił? Kto płacze za mamą? Leon okrutny czy da się żyć? Tyle pytań! Całuski!” – Ja również przy okazji mówię dobranoc z nadzieją, że Miszczu odda się Orfeuszowi w pięknej piżamie w kropki.

25.07.2014 r.

DSC_0428Kruca Bomba! Nie ma casu pisać! Ciężki dzień – obfitość solenizantów i dodatkowo nadeszła pora powiedzieć sprawdzam instytucjom transportowym, które mają dokonać przerzutu naszej ekipy do Krakowa. PKP i MPK nie zwiodły nas – ci pierwsi nie powiadamiając podróżnych zmienili godzinę odjazdu pociągu ze Szczecinka przesuwając o 20 minut wcześniej, ci drudzy stwierdzili, że słyszeli o naszym zamówieniu, ale gdzieś się zawieruszyło. Cóż – dobrze, że jeszcze z poprzedniej epoki hasło – „kontrola wyższą formą zaufania” nakazało nam być czujnymi. Pani w okienku dworcowym przeanalizowała nasze bilety i stwierdziła z rozbrajającą szczerością – no, popatrzcie państwo jakie to błędy robi system… odbieramy to jako sugestię, że dobrze już było. Udało się wszystko wyjaśnić – pobyt w mieście po dwóch tygodniach leśnego żywota nastroił nostalgicznie – chętnie wracamy do dzieci. DSC_0430Na naszych polanach wkroczyliśmy w testy sprawnościowe porównując wyniki z testami z  pierwszych dni pobytu. Jest bardzo dobrze – czy to się nie popsuje przez resztę wakacji… Śpiewogrania też takie bardziej aktywne. Z racji wielu solenizantów – na dzisiejszym ognisku – lody. Zainteresowanie TdF osłabło.

Pora przedstawić namioty starszaków obozowych, nad którymi stara się zapanować Budda. STICZ I DZICZ – Sticz, Golum, Łukasz, Kasjan, Beton, Jędrek, Krzysiek. KOKOKOKOKOSY – Pitek, Jasiek, Maciek, Mateusz, Ogi, Kuba i Tomek

DSC_043526.07.2014 r.

To już prawdziwe podsumowanie treningów. Wszystko ostatni raz ponieważ jutro dzień poświęcony tajemniczej grze terenowej. Tak więc jeszcze JO-JO, liny, slalomy (przy okazji – ktoś podprowadził nam tyczki slalomowe – mamy ich jednak duży zapas – połamane w okresie zimowym), strzelnice. Opuszcza na s rodzina Marcinków. Następuje pewne rozluźnienie porządkowe. W ramach dyscyplinowania Sitcz i Dzicz samodzielnie składają namiot i to w pełnym oporządzeniu – pokazowo demonstrując jak to będzie wyglądało w poniedziałek, ale żeby móc noc spędzić pod dachem namiotu stawiają wszystko od początku – poskutkowało – póki co porządek się poprawił. Zaczynamy powoli zwijać urządzenia obozowe. Wieczorem już chyba ostatnie zakupy w sklepiku w Trzmielewie. Dzisiaj tradycyjnie zaliczamy mszę niedzielną. W niedzielę ksiądz nie ma czasu – taka robota…

DSC_0436Namiotami 10-ciu MURZYNKÓW – Kebab, Błażej, Kacper, Michał, Franek, Jędrzej – DZIKIE LWY – Zak, Haig, Staszek, Michał, Jasiek, Filip, Mateusz – opiekuje się Maciej.

Czekam na Mikołaja – nie przychodzi a Tata napisał – „Najdroższy Mikołaju i ty, zadziwiająco prawie dobrze czytający wszystkie ukryte sensy naszej korespondencji Leonie! (A propos, Krzysztofie, wczoraj z tego wszystkiego umknęły mi twoje imieniny, ale co się dziwić, skoro tyle się dzieje pod nieobecność Mikołaja i w czasie TdF, że dziś dopiero przesyłam najlepsze życzenia!) Otósh drogi Miko dziś jazda indywidualna na czas, taki etap, że nawet kadra klubu Yeti to pojmie – popylasz ile sił w łydzie, sam samiutki, mijasz te wszystkie zakręty i jak przejedziesz w najkrótszym czasie – wygrywasz. Czyli jak na nartach tylko po płaskim i bez nart. Jeden przejazd – więc raczej bieg zjazdowy albo super gigant. 54 km, dużo w górę, ale szybkie tempo, czasy ok. 1 godzina 10 minut. Najlepsi średnia ok 47 km/h. Dobrze pojechał Bodnar, długo był w 5, skończy 14, potem faworyci: Tony Martin z Omegi, mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas, pierwszy na wszystkich punktach kontrolnych, i wygrywa, Kwiato zaczął dobrze, ale potem osłabł, Nibali broni miejsca, kończy 4, Peraud wyprzedza Pinot i bedzie 2 w generalce, Valverde znowu cierpi i wypada z podium. Jutro przejażdżka do Paryża, w peletonie śmichy chichy, żarciki i szampan, więc jak u cioci Krupci pod namiotem. Nic sie już nie zmieni, Majka król gór, Kwiato 28, ale miał fajny, aktywny wyścig, w zielonej Sagan, bez zwycięstwa etapowego, młody Pinot w białej, więc Francuzi szczęśliwi, no i Nibali, co cały Tour ogolił! Napisze jutro, bo tesknie. Przygotuj opowieść o obozie i uściskaj ode mnie Leona. Tata.” – ładnie napisał. Jak się zobaczymy to opowiem jak wyglądały moje uroczystości imieninowe. Niezapomniane. Życie zorganizowało mi taką grę terenową, że aby to spisać potrzebuje więcej czasu. Wszystkim pamiętającym bardzo dziękuję i zapraszamy do Jastarni. Miszczu pora myśleć o nartach tym bardziej, że masz popracować nad masą – narty chociaż damskie – wymagające (może guma w groszki będzie dla Ciebie dobrym dopingiem).

27.07.2014 r.

Jeszcze wspomnienie dnia imieninowego – jedna z miłych pamiątek, które powoli – po 23. latach działalności Klubu wypełniają nasz dom – siedzibę Klubu. Maciej imieninowo popełnił rymowankę, którą spisał na moim foteliku turystycznym:

W bezwietrzny wieczór, trochę po zmroku,IMG_2751
Jakiś mężczyzna w czarnym szlafroku
Z mydłem wychodzi chyłkiem z kampera
W prawo i w lewo chyłkiem spoziera
I sunie wolno, niczym dementor
Przez namiot pięciu młodym studentom
Ucichły wszystkie wrzaski, rozmowy
Zgrzyt tylko słychać kroksów gumowych
Gibbon się jeszcze powoli kiwa
Warta tam siadła, teraz się skrywa
Gdzieś w gęstych krzakach i każdy blady
Bo wie – rzecz jasna – że złamał zasady
Lecz ten w szlafroku już przy batucie
A pod batutem jest but na bucie
Zaś na batucie brwi oświetlone
Leży tam jedna z brwi telefonem
I jeszcze pyta: – idziesz nad wodę?
On w krzyk: co robisz? – sprawdzam pogodę!
I znowu znika w odmętach sieci
Takie są właśnie dzisiejsze dzieci.IMG_1450
Czarny wędrowiec minął już fladry
Gdzie znika władza zasad i kadry,
Gdzie się mordują, palą i broją
Krzycząc w przestworza tak: Jo-Jo, Jo-Jo!
Trzeba iść dalej coraz mniej czasu
Ostatnia prosta – zbocze zakwasów.
Jeszcze się wsunął patyk do buta
I jeszcze ósma już rana kłuta
To bez znaczenia, to żadna szkoda,
Ranę obmyje wspaniała woda.
Na to czekałem! Tak to ten moment!
Ja jestem rybą! Woda mym domem.
Wtem gdy tak tryska ta radość szczera
Jak ryk zagrzmiało: jasna cholera!
A pod szlafrokiem furia się wzmaga
Nie mogę pływać – czerwona flaga!

 

DSC_0469Jest „piąta nad ranem” i już po kąpieli. Pobudka bardzo sympatyczna. Dźwięki sygnałówki już tak podobają się, że dzieci zażyczyły sobie kilku bisów. Miód dla „muzyka”. Dzisiaj z racji dnia niedziela – bez porannej rozgrzewki. Tymczasem przygotowania do gry terenowej zakończone. W ciucholandzie w Szczecinku wykupiliśmy wszystko co czarne – reklama głosiła, że wszystko pochodzi z Anglii. Można już napisać, że motywem przewodnim tegorocznej zabawy jest Harry Potter. Dzieci do tej pory żyły w niepewności – jacy bohaterowie będą czekać na punktach kontrolnych?

Dialog zasłyszany:

– w zeszłym roku było „ogniem z mieczem”, czytałaś?

– nie – to nudne jest.

– coś mówią o „gwiezdnych wojnach”

– e tam, tego też już nikt nie ogląda – pewnie Kasper będzie kazał robić „szóstkę Vadera”

– no cóż – czego można się spodziewać od kiedy władzę przejął na tym obozie Maciek…

DSC_0451Gra się udała – wszyscy zaliczyli punkty kontrolne gry terenowej. Dobrze dopoceni odmoczyli zmęczenie w jeziorze. Obiad z małym poślizgiem. Ostatnie wyjście do sklepiku „Pod Lipą” – można pozbyć się kieszonkowego. Zbliża się czas pakowania i likwidowania naszej bazy. Pora żeby przedstawić naszych najmłodszych uczestników namiotowych. Opiekowała się nim prawdopodobnie Opatrzność Boża (bo nie był z nami Bożusi). Śruby to niebywałe – odbicia tatusiów (wszystkie mamy to nabytek klubowy) – tak obozowali z nami: Kajtek z Julkiem, Jasiek z Antkiem, Szymon z Hanią, Leon (singiel) i Marysia (singielka).

Wszystkie podsumowania na ostatnim śpiewograniu ogniskowym. Zapowiedzieliśmy się włodarzom terenu, że chętnie wrócimy tutaj w przyszłym roku…

29.07.2014 r.

Ostatnia relacja z naszego wyjazdu spisana Maciejem: ”

DSC_0481Skoro się przyjechało, trzeba było też wrócić. Przed samym wyjazdem, kiedy wszyscy mieli już plecaki wyciągnięte na zewnątrz, nad Trzmielewem zawisła burzowa groza. Na szczęście sprawdziło się przysłowie: Z dużej chmury mały deszcz i nikt nie uległ przemoczeniu. Najpierw autobusami na peron. Tam jak zwykle, szaro i nudno. Do czasu – kiedy na płycie dworca w Szczecinku zjawiła się Yetigromada, o cisza i spokój musiały się przenieść w jakieś inne miejsce. Pociąg przyjechał stosunkowo szybko, spóźniając się jedynie o jakieś 15 minut. Pożegnaliśmy się przez okna i ruszyła maszyna po szynach. Dochodziła 21., więc po chwili wszyscy zaczęli szykować się do snu. Z przerwami lub bez jakoś przespaliśmy ciepłą, pekapową noc, żeby od rana wyglądać królewskiego miasta i zbierać śmieci. Jak zwykle zaskoczyła nas ich ogromna ilość. Padło jeszcze parę pytań, z których najbardziej nerwowe brzmiało: Czy poruszamy się w dobrą stronę? I w końcu dojechaliśmy. Ale to przeleciało!”