KRONIKA

KRONIKA 29.06.2014

Rejs Mazury 2014

<<< Powrót do kroniki

28.06.2014 r.

No to zaczynamy.

„Ludzie nie sprzedawajcie swych marzeń…” – muzyką wiata nas, można powiedzieć bardzo nam przyjazny Port Keja. Aneta – Szefowa, przygotowała łódki na pierwszy nocleg. Mimo późnej pory pierwsze spotkanie organizacyjne szybko przerodziło się w wykłady żeglarskie. 1511733_796936100347337_4131393784799931304_nTutaj trzeba dodać, że Karol, który komandoruje rejsowi został świeżo upieczonym instruktorem PZŻ. Dzień przed naszym rejsem zaliczył stosowne egzaminy na kursie instruktorskim w Rynie. Jest pełen zapału… Kursanci mają marne perspektywy na sen. Tutaj dykteryjka. Kiedyś obligatoryjnie uczyliśmy się języka radzieckiego od szkoły podstawowej do nieskończoności i ponoć dla przyjemności. Marne dawało to efekty. Tak zdarzyło się, że Studium Języków Obcych zatrudniło nowiutką, młodziutką rusycystkę do grupy studentów Wydziału Leśnego AR. Pani przyszła i wg wskazówek metodycznych chciała na pierwszych zajęciach w/w przedmiotu sprawdzić umiejętności słuchaczy – tu muszę nadmienić. Że w grupie udało się przemycić takich co to nie rozróżniali odrębności literek radzieckich od liternictwa używanego w cywilizowanym świecie. DSC_0025Oj! bladziutko wypadł sprawdzian… Pani zmartwiona – w klasie cisza. Nagle błysk w oku postanowienia nauczycielskiego.

– Proszę państwa. Marnie z waszymi wiadomościami. Wiedza na poziomie pierwszego roku nauczania.

W klasie jak makiem zasiał.

– No cóż, jestem młoda, pełna zapału i ja was nauczę…

Słychać tylko muchy.

– W krótkim czasie nadrobimy wszystkie braki.

Z ostatniej ławki ciche westchnienie – krew zalała – takie są najgorsze…

Właściwie kursanci mają już po wakacjach. Nawet Stachu pogodził się z losem, i pożegnał się z możliwością uprawiania pozorów aktywności ruchowej pod nazwą piłka kopana.

Ale póki co zaraz po wstępnym wylewie informacji o informacjach do opanowania – Dobranoc Państwu.

29.06.2014 r.

DSC_0034Zaczynamy normalny rytm obozowy. Pobudka, rozruch połączony z przebieżką na kąpielisko Ekomariny Węgorzewo. Inwestycja piękna – widać, że nie szczędzono grosza. Można taplać się w wygrodzonej wodzie. Pobudowane stosowne budki ratownicze i bosmanatu. Piaseczek, latarnie, umocnienia itp. Itd. – i tylko pięć stanowisk dla jachtów. Dofinansowane przez UE – i wciągnięta na listę najbardziej bezsensownych realizacji budowlanych.

Po rozruchu dokładne przegląd łódek – wkład. Grupa kwatermistrzowska obrała kurs na lokalną Biedronkę w celu zaopatrzenia. Po zakupach – wykład. Grupa religijna obrała kurs na jeden z Węgorzewskich kościołów. Po mszy – wykład. Spotkanie z naszym KWŻ-em. Po spotkaniu – wykład (okraszony materiałami przygotowanymi przez Karola i Maćka. Uroczyste wręczenie strojów służbowych oraz prezentacja gumy zjazdowej (pokaz w wykonaniu Maćka przy dźwiękach szanty zimowej). Po wręczeniu i pokazie – wykład. W tzw. międzyczasie Bosman Portu Keja dokonuje uzupełnienia braków. Mamy już wszystko. Jak mamy wszystko to wykład. Okazało się, że zapomniano o paliwie. Odpowiedzialni Krokiet i Bąku naprawiają swój błąd. Wykorzystując czas podarowany na oczekiwanie króciutki wykład. Słońce przechodzi horyzont – jest okazja na parę słów o meteorologii, które są wstępem do zbliżającego się wykładu.

DSC_0075Wypływamy biorąc kurs na Zwierzyniecki Róg – do Mirka. Ahoj! Porcie! Wracamy za dwa tygodnie.

Wyszliśmy wodami Węgorapy na Mamry. No i supcio – wiucha wiatrem 4 w skali. Jak na początek to dobry zaczyn na żeglowanie. Są przechyły, refowanie no i pierwsze awarie. Załogantki/ci odnajdują się nie najgorzej chociaż wyraźnie widać, że część nie dysponuje odpowiednim przygotowaniem fizycznym do utrzymania steru i zamiast oni go to on ich miota po zadku łódki. Pogoda sprzyjała do dobrej pierwszej lekcji. Gorzej z przygotowaniem pierwszego posiłku. Trudność zaczynają przysparzać kuchenki gazowe.

– Goro jak to się włancza?

– Włącza – napomina Goro – w naszym języku występują włączniki a nie włanczniki.

Samo odpalenie kuchenki nie rozwiązuje problemu. Tak więc rekreanci do nauki gotowania natomiast kursanci – klasówka z pierwszego dnia kursu. Chyba teraz już wszyscy wiedzą jak najbliższe dni będą wyglądać…

Mały wykład i do spania – jutro też jest dzień.

30.06.2014 r.

DSC_0088Tego nie było w umowie. Już skoro świtkiem zaczęło nam padać. Rzut oka w internet – yr.no – norweska przepowiednia pogodowa nie pozostawia złudzeń. Dzisiejsze pływanie pod znakiem deszczowym. Ponieważ żyjemy w państwie wyznaniowym, podjęto niedemokratyczne decyzje i pędzimy pod ołtarz TV w Wilkasach w ramach religii „Polacy nic się nie stało”, coby pomodlić się za jednych życząc źle innym…a może znowu ktoś kogoś pogryzie? Warto wywalać w te piłkie pieniądz – piękne tatuaże, śliczne fryzury!

Na wodzie bez emocji. Kursanci ćwiczą trzymanie kursu. Mijamy biwak planowany w Zielonym Kącie, stary Kanał Giżycki no i Wilkasy. Stachu będzie mógł wreszcie odkorkować korki. O 15:30 wszyscy zacumowali przy betonowej keji. Niestety prognoza dalej się sprawdza i planowane na popołudnie zajęcia na wodzie (podchodzenie na silnikach) z przyczyn od organizatora niezależnych odwołano. Hurra! Mecze w piłkę kopaną –będzie co przeżywać. Emocji tyle, że niektórzy opuszczając swoje jednostki pływające zostawili wszystkie otwory rozwarte – pewna wilgotna noc… niestety Komandor Rejsu również uzależniony.

1.07.2014 r.

DSC_0114Porankiem w Wilkasach wita nas słońce, ale skwaru nie czuć. Rzut oka w prognozę – będzie przeplatać. Dobra pogoda do żeglowania i szkolenia. Planujemy dotrzeć na Jezioro Boczne. Oczywiście przed wypłynięciem – uzupełnienie zaopatrzenia, wykład  i troszkę piłki kopanej (obiekty AZS-u zachęcają). Jest również nowy basen (sposób na przyjemne mycie w podobnych kosztach jak korzystanie z łazienek oraz sporo dodatkowych boisk – dla wielbicieli obracania głową – tenisowych. Tam też spotkaliśmy tatę Maji, który ćwiczy na obozie Ptak Teamu. W porcie czuliśmy się wyjątkowo bezpiecznie. Kamery wycelowane dokładnie w nasze zacumowane łodzie umożliwiały stałą inwiligację obozu. Maczeton na posterunku sprawdzał wszystkie ruchy na łodziach. Podsłuch i podgląd to teraz taka nasza narodowa zabawa, ale miło jest mieć przeświadczenie, że ktoś czuwa by ktoś wypocząć mógł. Maczetonie jest jednak pewne ryzyko, które spotkało znanego astronoma Dudusia kiedy to spoglądał, przez lupę a księżyc się obrócił i pokaz l mu… ucho.

Dzieci dalej grzeczne aż do bólu. Kłopot sprawia im tylko utrzymanie porządku i samodzielność kuchenna. Z porządkiem po bardzo łagodnym ostrzeżeniu obiecali jakoś poradzić sobie a co do gotowania – to najlepszym nauczycielem będzie kolega głód. Pobudkowo wyrabiamy się coraz sprawniej. Rozruchy i poranne moczenie w rześkiej wodzie jezior dobrze otrzeźwia przed zajęciami. DSC_0112Problemy mają tylko skórokopy. Jakoś tak kiwają się na słabo umięśnionych nogach w takim charakterystycznym stylu podpatrzonym na krajowych boiskach. Zaczynam bać się, że miast ładnych żeglarskich tatuaży – z kobitką i kołem ratunkowym – zaczną się przyozdabiać wzorkami wielkopowierzchniowymi jako ten Majdan, albo inny idol… Nasze kibole tłumaczą, że planeta ziemia też wygląda jak piłka – tylko dlaczego ją tak kopać… Mam nadzieję, że oddalenie się od TV przywróci właściwe klimaty naszego obozu. Jednym słowem odejście z Pory AZS-u na „pożalsięBoże” – poszły w ruch „yoby” – czyli yeti-przekleństwa, ale co tam – już jesteśmy na wodzie – ćwiczymy.

Rozwiało się zacnie. Można przerobić następną partię materiału nauczania praktycznego. Zgodnie z planem po paru godzinach pływania cumujemy na Jeziorze Bocznym. Biwaki jeszcze czyste. Posiłek przygotowywany już w oparciu o doświadczenia z poprzednich dni zaczyna jakoś tam wyglądać i jakoś tam smakować. Po obiedzie kurs – wykłady, obóz – przygotowuje program na wieczorne ognisko. DSC_0134Niestety nie będziemy nocować samodzielnie. Do pozostałych pomostów przybija inny obóz – prawdopodobnie z warszawiakami. Bardzo dobrze zorganizowany.

– Wachta przygotować się do odbioru obiadu! – grzmi komendant (a może ksiądz).

– Jest przygotować się! – widać znajomość sztuki komenderowania.

– Za dziesięć minut będzie gotowy.

Patrzymy zdziwieni bo nie widać żadnych ruchów w kambuzie – co to syci buzie, a załogi wylegają przed swoje jednostki pływające. Wtem na cypel, drogą leśną, wyboistą acz przejezdną dociera wóz z napisem katering. Wszystko ładnie zafoliowane, sztućce jednorazowe, miseczki też plastikowe. Nasi patrzą, ubabrani przy myciu brudnych naczyń, z wielką zazdrością. Już wiemy jakie będą postulaty na lata przyszłe… Ale póki co to jeszcze trochę nauki, treningu z myślą o nadchodzącej zimie i śpiewogrania. Jutro zapowiada się równie udany żeglarsko dzień.

2.07.2014 r.

DSC_0163Cudnie dzisiaj porankiem jest. Promienie słońca pieszczą taflę jeziora. Ptaszyny ćwiergolą. Mazurscy weseli rolnicy z grabiami na ramieniu idą do łąk meresić siano. Traktorzystki jeszcze śpią w błogostanie wspomnień i tylko ten wredny Karol się drze pobudką żeglarzom. Co tam – młodzież z radością wybiega z łódek na poranny rozruch, który kończy się kąpielą w bardzo orzeźwiającej wodzie. Dalej skwaru nie czuć. Dzisiaj planujemy przez Jezioro Jagodne później  pomyrdać silnikami przez kanały, na żaglach Tałty i biwak w Zatoce Skanal. Całą drogę mamy z mordewindem. Na Tałtach szkwały przećwiczyły załogi. Było bojno, ale sternicy panowali nad sytuacją – mądre decyzje ucieczek w szuwary i nawałnice przeczekano. Teraz zaś cudowny wieczór – słońce ponownie mizia jeziora, ptaszyny ćwiergolą itd. I tylko rolnicy na piwie. Dzień kończymy tradycyjnie wykładami i sprawdzianami a jak czasu i ochoty wystarczy to zapalimy ognisko.

DSC_0187Przyszła pora na przedstawienie załóg (na podstawie wywiadów i podsłuchów). Zaczniemy od łódki komandorskiej. Karol płynie na Jasi II i ma w załodze: Stacha – ponoć robi z ust kółeczko i wydaje dźwięk zbliżony do Oj! O!, jednocześnie zmieniając barwę na bardziej zieloną przy większych przechyłach. Trzeba chronić przed nim racje żywnościowe – zjada wszystko co pozostaje. Polka – błyszczy orientacją – „O jej! Co tu się stanęło takie?”. Magda – dziecko pod szczególna troską, zabiedzone przez rodziców – istniej obawa, że kosteczkami porysuje w końcu elewację łódki. Kasia – chaos przy sterze. Białasik – mądrala wszystko wiedząca z zaklinowanymi rękami w kieszeniach. Siarka Siarzewski – po dożywieniu może zostać nadzieją białych pod warunkiem, że rodzice dadzą mu szansę samodzielnego załatwiania spraw (ot chociażby skompletowania papierów potrzebnych do egzaminu na żeglarza…).

3.07.2014 r.

DSC_0197Jeszcze jesteśmy pod wrażeniem zjawiska gender na poburzowym niebie. Zjawisko było podwójne i piękne – tylko ta obawa przed wizyta narodowców. Poranek w zatoce słoneczny, kacze rodziny skoro świt stawiły się na dożywianie. Rytualna kąpiel połączona z sobieradzeniem przy zablokowanym mieczu w łodzi Kuby. Karol w okularkach i z siekierą (taki najprzydatniejszy sprzęt szkutniczy) wydłubał kamyczki blokujące miecz. Aplauz był wielki – gratulacje, uznanie w oczach kobiet – poradziliśmy sobie i to bez Maczetona. Można płynąć w kierunku następnego biwaku. Idzie to coraz sprawniej. Ubywa tych nieznanych czynności a i poruszanie po łodziach jakby łatwiejsze gdy już wiadomo gdzie nogi stawiać. Wiatr sprzyjający i jednym halsem mkniemy do Mikołajaek. Po drodze mała niespodzianka w postaci silniejszego powiewu spod chmury deszczowej ale po wczorajszych doświadczeniach już nas nie zaskakuje. DSC_0177Mikołajki wakacyjnie zatłoczone. Kolejne obiekty zaczynają straszyć na brzegu – Boże chroń nas przed architektami – potrafią najpiękniejszy krajobraz wypełnić koszmarkami – stary zabytkowy młyn na Ptasiej Wyspie zamieniono na cóś ze szkieła i aleminium z podpisem „Nowa Przystań na Ptasiej Wyspie – Klub – Kręgle – Restauracja”. Troszkę pospacerowane, kogo było stać to pomoczył głowę pod ciepłą wodą i dalejże gnamy na Przesmyk na jaki wykład, klasówkę, trening i ognisko. Pora na przedstawienie kolejnej załogi kursowej. Maciejże i wymiennie Maczeton mają w załodze Marysia – pełni na łodzi funkcję bufetowej takiej bardziej z GS-u – posiada duże naleciałości kibolskie – odpowiedzialna za wydawanie posiłków. Wolny czas spędza na malowaniu paznokci. Tośka – małowiele jeszcze zorientowana we wiatrach na zadaną komendę zwrot niezmiennie sprawdza – rufę czy sztag? Na łodzi pełni funkcje pokojówki.

Łukasz – najlepszy z kartkówek czyli genialny teoretyk – na łodzi nosiwoda. Jędrol – Wielki wojownik w małym opakowaniu – pełni zadanie tłuczka (tłucze komary) i zwiadowcy (permanentnie sprawdza gdzie też są). Stasiek  – kustosz/bosman – sprawdza stan zawleczek, przetyczek i innych tam. Na rejsie po raz pierwszy użył zmiotki i szufelki (nie wiedział, że można posprzątać bez użycia odkurzacza). Szymon – mechanik. Dogląda stanu silnika i jego otoczenia w promieniu metra. Poprawny w czynnościach. Golum – śmietnikarz – głównie czeka aż ktoś wyrzuci zapełnione worki. Za swoją aktywność przeżył wzorcowy areszt śpiworowy.

– Golum, kim będziesz jak dorośniesz?

– Dużym Golumem…

Załoga nauczona w odpowiedziach zadawalać wydającego polecenia:

– Uwaga będą przechyły, czy wszystko zabezpieczone?

– Jest! Wszystko zabezpieczone!

Pierwszy przechył i ryps na koje, gretingi i materace otwarta puszka z pomidorami… Dalej opowieść niecenzuralna… Oto załoga na łódce Domi.

4.07.2014 r.

DSC_0237Dzień bez dramaturgii. Kolejny raz oszukani przez komunikaty telewizyjne (dot. informacji pogodowych) ruszamy na szkoleniowe pływanie po Śniardwach. Słonce ledwo wygląda z za chmur i powiewa lekki zefirek. Może to i dobrze bo dużo materiału do przyswojenia – zbliża się spotkanie z KWŻ-tem i wstępna ocena postępów. Jeszcze nocą pojawili się na naszym obozie Jacuś z Maczetonem, który zmienia Maćka. Obecność Jacka gwarantuje podniesienie emocji żeglarskich bez względu na wiatr. Jeszcze przed przyjazdem miał przygodę, której najlepsi bajkopisarze nie byliby wstanie wymyśleć. Otóż – Jacuś ma sąsiada – człowieka w zaawansowanym wieku, który codziennie wyprowadza ze swojego garażu – zlokalizowanego naprzeciwko miejsc parkingowych naszego klubowego przyjaciela – samochodzik marki BMW koloru czerwonego w celu ułatwienia startu swojej żonie. Czort jedyny wie dlaczego feralnego dnia (może naładowany miłością wysłuchanych audycji Telewizji Trwam – bo ta opcja) sąsiad wystartował z garażu na tyle agresywnie, że przycelował w Jacusiowe nowe cudne DSC_0258SCUDO z taką siłą, że autko przyjmują strzała na zadek wbiło się przodem w elewacje domu. Właściciel czerwonego BMW na tyle się przeraził swoim czynem, że z piskiem opon wystartował w kierunku swojego garażu – wjechał do niego zapominając o hamulcach wbił się w ścianę. Biedak nie zdążył zapiąć pasów wić przygrzmocił żebrami w kierownicę ale miał szczęście rehabilitant był na miejscu – będąc wielce zaskoczonym udzielił pierwszej pomocy, wezwał pogotowie, zgrabnie wyszarpnął starszego pana z pojazdu meresząc w/w żebra o lekko wygięte drzwi jednocześnie będąc w pełnej gotowości bojowej z gaśnicą bo wylewały się wszystkie łatwopalne płyny. Bilans – Pan na własna prośbę już jest w domu – z Jacusiowego SCUDO zostało PASCUDO. Teraz czas na odreagowanie przy silniczku marki ZDYHATSU na mazurskich wodach. Nic tak go nie pociesza jak nie kończący się śmiech przyjaciół w myśl zasady, że nic tak nie cieszy jak cudza przygoda… Dzieciom nie opowiadamy bo muszą się skupić na pływaniu. Dzisiejsza noc na Przeczce u wylotu Śniadrw. Od jutra zaczynamy powoli żeglować powrotnie.

DSC_0274Pora na kolejna załogę. Julek pływa na Anuli. Załogę stanowią – Żurek dziecko dbające o wygląd, zanim siądzie do książek musi się uczesać a przy okazji spotkania z cywilizacją pobiegł wydać zaskórniaki u fryzjera. Dizel – na ląd schodzi w nienagannie czystej koszuli brakuje mu tylko muszki. Jasiek – muzyk niestety nie praktyczny dla potrzeb klubu bo instrument (organy), który sobie obrał nijak nie zmieści się na łodzi – za to zarobek pewny… Jasiek – też muzyk – w jego przypadku jest lepiej ponieważ trąbką można udawać białą flotę a co za tym idzie – mieć pierwszeństwo na szlaku. Sticz – w porządku – chłopinka zaczyna być pomocny ja Tatuś. Gutek – pływa w stresie bo z trzy lata matura i już trzeba się martwić nauką. Paweł – to sztukmistrz wszystko wykonuje trzymając ręce w kieszeniach. Gdyby było to możliwe włożyłby do kieszeni jeszcze nogi.

5.07.2014 r.

DSC_0353I do nas dotarło zapowiadane ocieplenie z osłonecznieniem. Lekki wiaterek sprzyja szybkiemu zbieraniu się do wypłynięcia – zaczynamy powoli wracać na północ. Jeszcze tylko sprawdzian ze znajomości węzłów – jest Maczeton znawca największej ilości guzłów – można poszerzyć swoją wiedzę. Golum też ćwiczy chciaż ma pewne wątpliwości czy jest mu to potrzebne – przecież kiedy wchodzili na łódkę to wszystko było pozawiązywane. Jednym słowem wystarczy po przejęciu jednostki niczego nie rozwiązywać… Ciciusiem pędzimy do Mikołajek trochę przed resztą obozu aby wyokrętować Maciejże i żegnając go okrzykiem PaMać! Podbieramy Mecenasa z Renią, którzy będą towarzyszyć nam do końca rejsu. Grunt to dobra obsługa prawna – czujemy się bezpieczniejsi. Wiatr dobrze pcha pod mosty, później Tałty i myślami jesteśmy już w Rynie. Na Tałtach kolejna przygoda – Karol stracił ster. Musimy biwakować naprzeciwko wyjścia z kanałów a Karol szuka pomocy u szkutników  – będzie okazja oglądnąć jakiś meczyk… Podczas pływania kolejny raz spotkaliśmy obóz oazowy. Dopiero teraz zwróciliśmy, że na łódkach reklamowali czarterownię www.szatanik.pl – Natankowie czy cóś?

DSC_0366Kolejna załoga – Gora – płynie na łodzi o nazwie Mila. Wielki wypas – TV, lodówka, ogrzewanie (w ostatniej chwili usunęliśmy WC żeby zbyt nie rozpieszczać załogi). W załodze Magda – na co dzień pani, która mieszka z Gorem. Magda jest ze zawodu panią weterynarz – wreszcie doczekaliśmy się lekarza o właściwej specjalizacji dla Yeti. Ania – dobra dusza łódki. Każdą chwile napięcia rozładuje uśmiechem. Jagódka – niezgódka. Wymaga pracy dyscyplinującej, z każdym dniem więcej dociera. Julia – materiał na gwiazdeczkę (tak jak siostrzyczki starsze). Łukasz – sugestie przedwyjazdowe Taty sprawdzają się – ponoć takie wiek – trudny okres, ale wszystko mu się podoba poza brakiem ciepłej wody, śniadaniem do łóżka, pomocy sprzątającej, pomocy kuchennej, itd. Teodor – wiele humoru wynikającego z nieporozumień lingwistycznych. Wygląda na to, że będzie kumać żeglarstwo tylko musi trochę więcej wystawać z kokpitu.

6.07.2014 r.

DSC_0439Nastraszyli nas prognozami pogody. A to, że burze, albo wiatry silne spod chmur, może białe szkwały… Nic z tego – ładna pogoda żeglarska. Kursanci spokojnie ćwiczą podejścia do boi i „robią człowieka”. Sprawdziany cząstkowe nie najlepiej wychodzą – Karol dopinguje ja może. Dopływamy na Ryńskie. Trochę wspomnień z obozów stałych pod namiotami organizowanych już dwadzieścia lat temu w tym rejonie. To tutaj zrodził się pomysł rejsów pod szyldem Klubu. Jeszcze raz ahoj! Admirale Edwardzie – ty nam pomogłeś. Ryn wciąż się rozwija. Coraz więcej wyremontowanych obiektów. Nocleg zapewnia nam prywatny porcik prowadzony przez pana Piotra Leonowicza – będziemy szukać wspólnych korzeni. Ceny przystępne – doba 20 PLN (dla porównania ekomarina zarządzana przez gminę 80 PLN + każde sikanie oddzielnie. DSC_0394Powoli te mariny służą tylko specyficznej gromadzie ludzi przemieszczających się na ogromnych łodziach motorowych i charakteryzujących się anatomicznie głowami łączącymi szerokim karkiem korpus z mocno nadymanym brzuchem na krótkich nóżkach obowiązkowo potatuowanych wzorkami o motywach haitańskich – tacy bywalcy świata. Szkoda, że na Mazurach nie ma fok. Może obrońcy tego gatunku byliby tak skuteczni jak nad zatoką pucką… A u nas wszystko zgodnie z harmonogramem – po pływaniu i kąpieli w jeziorze Ołów – testy i wykłady. Coraz większa napinka przed zbliżającymi się egzaminami.

7.07.2014 r.

DSC_0461Budzi nas słońce. Prawdziwe lato. Ponieważ dzień wcześniej ponownie wieczór zdominowali skórokopy, którzy poprzebierali się i w koszulki z napisami i poszli na niepełnowymiarowe boisko pokiwać się na nogach doprowadzając się do zakwasów, urazów oraz wyczerpania kondycyjnego – na rozruch połączony z kąpielą w Ołowiu dotarli tylko załoganci Maczetona i Komendantka obozu. Zostajemy jeszcze jedną dobę w Rynie przy pomoście przyjaznej przystani Piotra Leonowicza. Warto zaglądnąć na stronę http://www.landsailing.net.pl/. Pan Piotr jest konstruktorem bardzo ciekawego jeździdła o którym zaczynamy z Maczetonem coraz odważniej rozmawiać… Żeglarzy natomiast namawiamy do cumowania w Stanicy Żeglarskiej Stock .

ks-yeti-391Napiasał do nas Admirał: „Ahoj Leony i s-ka śledzę sobie Wasze poczynania ( tj czytam kronikę regularnie….) , fajnie to wygląda z perspektywy dalekiego Krakowa Pozdrowienia dla Wszystkich i miło ze mnie wspominacie … , Dzieki” Edek

Dzisiaj ćwiczenia na wodach jeziora Ryńskiego – manewry i może podejścia do pomostów. Od jutra zaczynamy obierać kurs powrotny. Cóż jeszcze? Może tylko tyle, że porannym spacerem zaczepiłem mieszkańca Rynu siedzącego na schodkach sklepu ogólniedostępnego-całodobowego z buteleczką płynu regionalnego:

– ale wam miasteczko pięknieje

– i co z tego, że jest ładnie…? – to wszystko przez ten zamek…

DSC_0396Kolejna załoga. Dowództwo Paweł wspierany Krokietem. Łódka bez nazwy niech będzie NN a na pokładzie Kasia – wyjątkowo wodolubna, wymaga częstego polewania. Julka – siłę wiatru miała okazję poznać już na początku rejsu – porwiło jej czapeczkę. Asia – wolno przyzwyczaja się się do tego że jachty przeważnie pływają przechylone – „o ho ho przechyły i przechyły o ho ho za falą fala mknie…” – pisał i wyśpiewywał wieszcz Orkisz Paweł – tekst prawdziwszy od „Litwo Ojczyzno moja…”. Jasiek – egzemplarz bez dna – wszystko co nadaje się do zjedzenia pochłania i nie widać tego po nim. Antek – człowiek do zadań specjalnych a jest ich na łodzi wiele – będą z niego ludzie… Bąk – raczej na tej łodzi występuje gościnnie (oddelegowany do wspierania załogi Gora).

DSC_0518Pora na przedstawienie kolejnej załogi płynącej na łodzi Fart pod rozkazami Kuby. Ekipa śpiochów. Michał – człowiek słabo stworzony do porannego wstawania to chyba przez stres przed matura bo ona kiedyś będzie. Maria – włoska syrena – większość czasu leży w okolicy dziobu i zażywa kąpieli słonecznej oczywiście przynajmniej w półśnie. Krzyś – szybko się męczy – potrafi zasnąć nawet przy piciu wody. Hania – to taka najmniejsza załogantka, a to brzuszek szczypie, a to została nadepnięta, a to szot chciał ją wyciągnąć z łódki, która jest najlepszą kołyska dla maluszka. Michał ps. Beton – powolny ale zacięty przy pracach wysiłkowych – zasypia powoli i skutecznie. Filip – troszkę małowiele zorientowany w otaczającej rzeczywistości. Przy piłce też mało chyży, ale zasypia szybko zwłaszcza gdy pada hasło o myciu naczyń. Tylko Julka nie zasypia. Sternik oznajmił, że jest mistrzynią w owijani wszystkiego i wszystkich wokół palca. Kubie już brakuje ich…

9.07.2014 r.

DSC_0524Jak miło jest poranną porą polukać przez otwarty luk w promieniach wschodzącego słoneczka ze świadomością , że nasi remisując kiedyś tam z reprezentacją Niemiec właściwie mieli szansę na mistrzostwo świata. Pewnie udowodnimy w spotkaniu październikowym mimo ciężkiego wcześniejszego meczu z Gilbraltarem, że posiadamy najlepszą szkołę piłkarską, która wiedzie do sukcesów ucząc i wychowując. Dzieci zmęczone emocjami kibolskimi ciężko podnoszą się na rozruch i tylko chłód porannej kąpieli stawia na nogi w pełnej gotowości do chyba już ostatniego długiego dnia żeglarskiego. Planujemy dotrzeć na Mamry jak najbliżej Róży Wiatrów. Póki co – zakupy, uzupełnienie braków paliwowych i ahoj! przygodo – Wilkasy zostają w tyli…

Załoga kolejnej łódki jest chroniona spokojem sterniczym Maćka. Łódka to Tango Palinka. Znana nam już z wielu rejsów. Zaokrętowani : Szymon – ma ze sobą książkę większą od siebie o Napoleonie (można powiedzieć, że płynie z nimi Napoleon). Na każdą komendę ma gotową odpowiedź – zaraz tylko skończę stronę. Kajtek – pewny siebie z potrzebą pouczania, będzie mu można już zaufać kiedy zacznie rozróżniać rufę od sztagu. Miłosz – już przy pierwszym halsowaniu zagubił w wodach jezior czapeczkę, jedyny posiadacz kremu 50-tki, który chętnie wciera w każde napotkane ciało. Borys – w drugim tygodniu zameldował, że już w pełni rozumie instytucję ostrzenia i odpadania. No i doświadczone Asia i Marysia – kwatermistrzynie okrętu i całego rejsu.

10.07.2014 r.

DSC_0587Jakiś smutniejszy poranek mimo ładnej pogody zgodnej z prognozami. Trzy łódki z kursantami już o 6:30 odbiły i cicho popyrkując silnikami pomknęły do Ośrodka Viking gdzie o 15:00 odbędzie się egzamin pisemny. Zmieniamy plany. Mimo wysokich opłat w porcie ośrodka postanawiamy wspierać zdających naszą obecnością i resztą obozu bierzemy również kurs na Święcajty. Będzie okazja do wspólnego już ostatniego ogniska na tym obozie. Po 15:00 docieramy do kursantów, którzy byli już po rozmowach z Markiem – KWŻ-tem. Niestety Golum i Jędrek zostali wyłowieni jako Ci co to jeszcze nie ukończyli 14 roku życia i nie zostali dopuszczeni do egzaminów – trudno dopiero następnym razem… Reszta zasiadła do zaliczania egzaminu pisemnego. Wieczór spędzamy na pomostach. Niestety wszystkie miejsca ogniskowe zajęte, ale jest bardzo klimatycznie. Pośpiewano i do spania. Jutro kursanci dalej będą egzaminowani a rejs wesoło merdając sterami bierze kurs na Węgorzewo – Port Keja.

11.07.2014 r.

Pora na podsumowanie tegorocznego rejsu. Ocena okiem admiralicji – bardzo fajna gromada dzieci zdyscyplinowanych, nie stwarzających problemów. Trudno nam powiedzieć na ile będą wracać do żagli. Po egzaminach są zadowoleni, ale i mamy kilka porażek, które odsuwają w czasie wejście w posiadanie patentów żeglarskich. Tym, którym się nie udało zaliczyć pomożemy wystartować jeszcze raz jeszcze w tym roku. Szczególne podziękowania za zaangażowanie Karolowi, który wyraźnie dorośleje (jeszcze trochę i zakończy ten proces) no i instruktorów szkolących – Maczetona (stara dobrze sprawdzona firma), Maćka (profesor kontrowersyjnej szkoły tzw. „Budowlanych”), Julka (jak zwykle solidny). Mamy też nadzieję, że sternicy „rejsowi” pokazali uroki Mazur i radość z pływania na łodziach. DSC_0597Następny kurs za dwa lata, następny rejs już za rok. Wszystkim dziękujemy za wspólnie spędzony czas podczas tegorocznego rejsu – wyjątkowo udanego pogodowo – wietrznie, słonecznie i bezpiecznie. Część z nas przenosi się aktualnie do Trzmielewa. Mała gromadka zostaje z Karolem na Mazurach. Po obozie w pod namiotami spotykamy się na szkleniach windsurfingowych w Jastarni – a później to już tylko zima, zima i zima.