KRONIKA

KRONIKA 23.12.2012

Poradnik Rodzica

<<< Powrót do kroniki

Zaczynając to pisać muszę wyjaśnić po co to w ogóle. Zauważyliśmy (my skromni YETI instruktorzy) że czasy się zmieniają a pytania i przypadkowa niewiedza pozostają takie same. Jak co roku pojawiają się nowi Klubowicze (choć temat dotyczy nie rzadko i WETERANÓW – He He He , wstyd!), a wraz z nimi ich rodzice którzy zupełnie nieświadomie popełniają małe „wpadki” przy obsłudze swych pociech podczas wyprawiania ich na jednodniowe narty, bądź też o zgrozo … obozy. Chodzi o sprzęt narciarski i wszystko co z nim związane przed i po nartach. Postaramy się też wytłumaczyć kwestię szeroko rozumianej elektroniki oraz innego „szpeja”

RZEP (oczywiście do nart) – mały drobiazg a pozwoli Państwu , tak, tak wam drodzy rodzice, zaoszczędzić parę złotych. Chociaż tak naprawdę chodzi o wygodę Waszych dzieci, i poniekąd naszą też oraz bezpieczeństwo i frajdę z jazdy.
Narty rzecz cenna wymagają co jakiś czas serwisowania, no sami wiecie ostrzenie, smarowanie, struktura ślizgu itd. A przecież to normalna… „mamona”. Gdy narty nie są spięte rzepem to po prostu się niszczą trąc o siebie spodnimi stronami zwanymi ślizgiem, czy to podczas transportu waszym autem, „naszym” autobusem czy też po prostu podczas wędrówki na stok z „dechami” (kurczę, nie cierpię tego określenia) na ramieniu. W światku klubowym próbujemy wpajać szacunek do sprzętu. Przecież to później czysta przyjemność śmigać na zadbanym i sprawnym sprzęcie. Krótko mówiąc rzep rzecz potrzebna.

POKROWIEC (oczywiście do chowania nart) – większy drobiazg. W zasadzie niezbędne uzupełnienie rzepa. Oczywiście wystarczy zwykły „Decatchlon” albo inny „Go Sport” , albo i inny z innym napisem ….fajniejszym J. Dobrze ten większy drobiazg podpisać, bo na pytanie przy autobusie : EEEE – Jasiek gdzie twój pokrowiec ? Jak wyglądał? Na pewno odpowie: Ja miałem taki z Dekatlonu – szary (czyli 25 na 50 osób). Proszę sobie wyobrazić 50 par nart w bagażniku autokaru luzem bez rzepów i pokrowców i do tego dorzucone gratis 100 szt. kijków, jeszcze całych – bo po dojeździe już takie całe mogą nie być. Zatem pokrowiec – TAK i koniecznie podpisany.

image001BUTY (oczywiście do nart) – na początek stare jednoklamrowe (tzw. wazony) to fajny wybór tyle że na kwiaty. Buty te może i są wygodne do … zakładania, ale … nic poza tym. Nie trzymają właściwie stopy, z reguły z racji wieku są już „wyklepane” czyli zimne, wszystko co narciarz „wykrzesze” z nogi to i tak zginie w bucie i do narty nie dojdzie – a to NAPRAWDĘ jest istotne.
Dlatego polecamy buty wieloklamrowe , 2,3 ,4- klamrowe w zależności od rozmiaru. Buty powinny być w miarę dopasowane. W przypadku dzieci mogą być ewentualnie troszkę za duże (mniej więcej 1 cm.) to myślimy że to OK. W końcu dzieciom noga rośnie nawet podczas zimy, i może się okazać że w marcu but już jest pasowny –nawet do bólu.

Buty po nartach suszymy. Albo suszarki do butów, albo wyciągamy wkładki i suszymy np. na kaloryferze. Po dłuższej jeździe albo w niskich temperaturach bądź w mokrym wiosennym śniegu wkładki tak czy tak powinno się wyjąć bo noga się poci albo śnieg się dostaje miedzy skorupę a wkładkę – efekt: mokro albo przynajmniej wilgotno. Chociaż czy wyciągać, podobno zdania są podzielone.
Po wysuszeniu kapcie z powrotem do środka sprawdzając czy równo leżą i nie są gdzieś zagięte i ZAPINAMY
WSZYSTKIE KLAMRY. Jak tego nie robimy to, to skorupy się odkształcają i tracą swoją sztywność. W skrajnych przypadkach (np. po lecie) po włożeniu nogi do buta nie da się go zapiąć bo …. „wyprostował się”.
Co jakiś czas można użyć dezodorantu (odsyfiacza) do obuwia. Wkładek nie pierzemy – choć przyroda zna takie przypadki.

Na koniec: w przypadku dzieci, wymiana buta następuje praktycznie co sezon. Sami nie wiemy po co im tak te nogi rosną.

image002KASK i GOGLE (oczywiście do sportów naciarskich) – dopasowany tak gdy potrząśniemy głową na boki to dalej możemy patrzeć swobodnie a nie od razu łapiemy się za głowę i go odwracamy o 180 stopni.
GOOOOGLE dopasowane do kasku. Czasami widzimy maleńkie google i wielki kask. Pokrótce chodzi o to aby wicher podczas jazdy nie mógł nam wpadać na czoło i skroń. Jak jest zimno to …. jest zimno, oczywiście w czoło i skroń. A choroby czyhają. Czasami ten wicher to potrafi też wpaść podczas jazdy krzesełkiem. .

KOMINIARKA nieszczęsna – No tak …. Jak by zgrabnie ująć żeby nikt nie poczuł się urażony.
W zasadzie to ona jest zbędna. Niektórzy próbują nią zniwelować „dziurę” między kaskiem a głową, inni twierdzą że dzieci marzną a jeszcze inni -„bo tak mama kazała”.
Kask to naprawdę bardzo ciepłe „urządzenie” w zasadzie to …. taki termos ze styropianu.
Dzieci uwielbiają jeść kominiarki, te robią się szybko mokre i później chętnie odmrażają dzieciom pysie. W końcu na nartach jeździmy w każdej pogodzie. Gdy dzieci nie gryzą kominiarek to one i tak są mokre bo przez nie oddychają. Czasami podobno mogą się przydać – ale…. My nie bardzo wiemy po co.
Ogólnie „Trza być twardym, a nie Miętkim”
KOMINIARKOM mówimy ostre NIE. Dzieciom naprawdę jest ciepło w głowę.

RĘKAWICZKI (oczywiście do nart) – pięcio lub cieplejsze – jednopalczaste. Prosimy zwrócić uwagę, czy gdy ręka jest wilgotna to podczas wyciągania jej z rękawiczki nie wyciąga się też wkładka na lewą stronę. W przypadku rękawic 5-cio palczastych – ZGROZA. Często dotyczy to rękawiczek DECATHLON-u tych najtańszych. Przeważnie te rękawiczki mają jeszcze jedną wadę – są zimne.

PLECAK (oczywiście, tu niespodzianka – nie tylko do nart) – prze przydatna rzecz nie tylko w zimie.
image004Tręd Klubowy bardzo to popiera, czyli promuje czyli w zasadzie jest zalecane i …. słusznie. Czasami z butami narciarskimi trza kawałek podejść z tzw. „buta” i wynieść sprzęt do jazdy w rękach. No właśnie w rękach, a wygodniej jest na … no, no na czym no no no – TAK TAK na plecach. A od tego jest plecak. Wielkość ok. 25-35 litrów będzie optymalna i na pewno się przyda, nie raz, nie tylko w zimie i nie tylko z Klubem Yeti. Ta pojemność jest naprawdę na lata, a nie tak jak z butami że co rok …. Polecamy plecaki trekingowe „ładowane od góry” z możliwością przytraczania wszelkiego szpeja w miarę potrzeby ale nie z zamkiem – typu miejskiego.
Torba na buty raczej nie. Już lepiej plecak na buty tzw. treningowy.

Co z nartami po nartach? Ano po przyjeździe do domu wycieramy szmatką ślizg i krawędzie – uwaga są ostre bo używamy rzepa (co by rdza się nie pleniła). Stawiamy oparte o ścianę, ślizgami od ściany w suchym miejscu (garaż, korytarz itd.) i tyle. Po sezonie zwalniamy sprężyny wiązań, żeby się nie odkształcały.

KOMÓRKA (nie narta, czyli telefon)- Wiemy, że zdania wśród rodziców są podzielone.
Natomiast nasze zdania – jednoznacznie NIE. Uważamy, że w przypadku dzieci młodszych powoduje to więcej szkody im samym a i wam drodzy rodzice NIEPORZEBNY stres.

image003Podczas „odcinania pępowiny” (jak mawia klasyk Leon) czyli uczenia samodzielności na obozach bądź wyjazdach, zawsze znajdzie się dzień do narzekania z powodu tęsknoty. Z reguły jest to 3,4 dzień choć nie rzadko już pierwszy albo pierwsza godzina np. w autobusie w drodze…. (na Matecznym widząc McDonalda)
I co następuje – ano właśnie telefon do rodzica. I dawaj – jest mi źle, nie siedzę koło kierowcy a pozostałe 49 dzieci siedzi), nikt mnie nie lubi, jedzenie jest nie dobre, musimy jeździć na nartach (jak już jest na miejscu) a ja nie chciałem, trzeba rano wstawać a ja nie chcę, dzisiaj świeciło słońce, dzisiaj padał śnieg i jest zimno itd. – ja chcę do domu!!! Biedny rodzic to słyszy i od razu najczarniejszy scenariusz przed oczami. Tak, tak, znamy te klimaty w końcu rodzice często przemycają (wtykają) dzieciom to „badziewie” i sami sobie zgotowują ten los. A i dziecko jest czuje się łyso, gdy nagle znajdzie się sprzęt podczas sprawdzania porządku. Pół biedy gdy dziecko jest odporne na tęsknotę i dzwoni tylko informacyjnie albo dla szpanu (ha ha a ja przemyciłem komórkę).

Scena taka: pod schodami w ciemności, albo wieczorem na balkonie podczas kolacji, dzwoni „odporny” do rodzica i gaworzy. A tu obok jakiś malec mniej odporny jest tego świadkiem i… płacz bo on tęskni i on chce porozmawiać z rodzicem – natychmiast. … resztę dopowiedzcie sobie sami, mnożąc przez ilość mniej odpornych dzieci na obozie.

Proszę uwierzcie, że powiedzenie „brak wiadomości to dobra wiadomość” naprawdę ma sens. Prosimy o odrobinę zaufania, w końcu jakiś czas jeździmy z takimi dzieciakami.
Kończąc – komórek nie dajemy. Wcześniej czy później i tak je znajdziemy, np. pytając się znienacka: „Kto ma pożyczyć ładowarkę do Nokii?”
Kontakt czyli informacja o pociesze – najlepiej przez AGNIESZKĘ

Licząc na waszą wyrozumiałość – pozdrawiamy „instruktorzy”

PS. Powyższe co napisano oczywiście ma charakter informacyjny a nie biblijny i należy się do tego stosować.

Wypocił: Maczetonik – grudzień 2012